środa, 17 września 2014

Elizabeth Gaskell - Życie Charlotte Brontë

Kiedy pierwszy raz czytałam Jane Eyre, ogarnęło mnie dziwne, nieznane dotąd uczucie głębokiej więzi z główną bohaterką. W Jane odnalazłam cześć siebie, stała się dla mnie najlepszą przyjaciółką i zarazem ideałem kobiety. Chyba w całej historii literatury angielskiej nie ma drugiej postaci tak pełnej godności, szczerej oraz żyjącej w zgodzie z samą sobą i swoimi przekonaniami. Potem przyszła pora na kolejne książki sygnowane nazwiskiem Brontë - Wichrowe Wzgórza autorstwa Emily, Agnes Grey, czyli powieść Anne i Shirley, napisaną znów przez najstarszą z sióstr. Jednak żadna z tych książek nie dorównała Jane Eyre, która jak się okazuje, jest opowieścią Charlotte o niej samej, swego rodzaju autobiografią, choć niedosłowną.

Charlotte Brontë i Elizabeth Gaskell - Można powiedzieć, że te dwie kobiety były absolutnie różne, podobnie jak ich literatura. A jednak, pomimo innego spojrzenia na wiele spraw zaprzyjaźniły się. Gaskell intrygowała nietypowa osobowość koleżanki po fachu, fascynowała ją do tego stopnia, że po śmierci Charlotte w wieku trzydziestu ośmiu lat, postanowiła napisać jej pierwszą właściwą biografię.


Życie Charlotte Brontë zdecydowanie nie jest lekturą na jeden wieczór, którą czyta się błyskawicznie. Jej objętość wynosi ponad sześćset stron, z czego sporą część stanowią listy Charlotte do rodziny i przyjaciół. Około pięćdziesięciu stron zajmuje sama przedmowa Eryka Ostrowskiego, autora znanej książki Charlotte Brontë i jej siostry śpiące, który pozwala nam lepiej zrozumieć związek pomiędzy dwiema pisarkami oraz okoliczności towarzyszące powstawaniu owej biografii.

Każda strona tej książki utwierdzała mnie w przekonaniu, że rodzeństwo Brontë było niezwykłe i to już od swych najmłodszych lat. Żyjące na przysłowiowym odludziu wśród wrzosowisk dzieci, miały do dyspozycji jedynie własne towarzystwo oraz ojca (matka zmarła wcześnie, podobnie dwie najstarsze siostry - Maria i Elizabeth). Kilkuletnie pociechy pastora z Haworth potrafiły bowiem prowadzić dyskusje na poziomie dorosłych, miały bogatą wiedzę z dziedzin historii i bieżącej polityki. Uwielbiały układać własne historie, których głównymi bohaterami były postacie z poważnych książek i gazet (dla przykładu Charlotte wymyśliła szereg opowiadań o Wellingtonie). Ogółem rzecz biorąc dzieci były aż zanadto dojrzałe i spokojne jak na swój wiek, a Charlotte jako najstarsza z sióstr postanowiła przejąć na siebie cześć obowiązków zmarłej matki, choć różnica wieku pomiędzy nią a resztą rodzeństwa była niewielka.

Podczas czytania tej biografii cały czas rzucało mi się w oczy faktyczne podobieństwo Charlotte do Jane Eyre. Poczucie obowiązku wobec Boga i drugiego człowieka, jakie posiadała ta kobieta jest wprost zadziwiające. Cóż za hart ducha i siła woli kryły się w tej filigranowej i niepozornej istotce.

Właściwą ścieżką jest ta, która wymaga największego wyrzeczenia się własnych korzyści - która oznacza dbanie o najwyższe dobro innych; a ścieżka ta, jeżeli podążać nią miarowym krokiem, doprowadzi z czasem, tak mi się wydaje, do pomyślności oraz szczęścia; chociaż z początku się może wydawać, że zmierza ona w całkowicie przeciwnym kierunku. (s. 335)

Bardzo zaciekawił mnie fakt, że wiele wątków zawartych we wszystkich książkach sióstr Brontë, nie tylko w Jane Eyre, jest zaczerpniętych z ich własnego życia. Dla przykładu, postać Shirley Keeldar była inspirowana osobowością Emily, nawet pies - Keeper znalazł swoje miejsce na kartach powieści jako Tatar. Wszystko to postrzegane przez czytelników 'Shirley' jako sprytnie obmyślane fikcyjne zajścia, spisywała Charlotte ze łzami w oczach; był to prawdziwy, dosłowny zapis postępowania Emily (odnośnie sceny z ugryzieniem).


 Cóż jeszcze mogę powiedzieć. Ta biografia jest jak jak długi spacer pośród wrzosowisk wiktoriańskiej Anglii. Jest także kolejną znakomitą książką w dorobku Elizabeth Gaskell i zarazem portretem kobiety o pięknym wnętrzu, ponadprzeciętnym umyśle i wielkiej sile charakteru. Szczerze polecam!

Za lekturę dziękuje wydawnictwu MG.

sobota, 13 września 2014

Życie w Cranford

Jeśli nie macie pomysłu na to, jak spędzić kilka weekendowych jesiennych wieczorów w ciepłej atmosferze, chciałabym zaproponować Wam Życie w Cranford - wspaniały serial, który niedawno miałam okazję obejrzeć. Jest to produkcja BBC, oparta na opowiadaniach Elizabeth Gaskell. Akcja serialu toczy się w małym miasteczku w wiktoriańskiej Anglii i skupiona jest wokół mieszkających tam kobiet, głównie starych panien. Obok perypetii naszych bohaterek, prezentujących przeróżne typy charakterów, obserwujemy losy chłopca z ubogiej rodziny, który chciałby rozpocząć edukację, w czym pomaga mu zarządca majątku pewnej bogatej damy. Równocześnie przyglądamy się historii młodego lekarza, którego przybycie do Cranford wywołuje niemałe zamieszanie. Dżentelmeński doktor zdobędzie (dodajmy, całkiem nieświadomie) serca kilku pacjentek, choć sam za obiekt uczuć obrał sobie córkę okolicznego pastora.

Właśnie za takie seriale kocham BBC! Życie w Cranford jest produkcją niezwykle udaną i przemyślaną (wyobraźcie sobie, że przygotowanie jej trwało pięć lat!), wszystkie wątki zgrabnie się przeplatają i nie ma tu ani jednej zbędnej minuty, która mogłaby widza znudzić. Cranford śmiało można postawić na równi z najlepszymi "kostiumowcami" BBC takimi jak Duma i uprzedzenie, Jane Eyre czy Północ i Południe. Co ciekawe, serialowe Cranford (w rzeczywistości miejscowość nazywa się Lacock) jest tym samym miasteczkiem co Meryton z Dumy i Uprzedzenia (1995 r.).  

Co do aktorstwa - mamy wiele znanych twarzy. Na pierwszy plan wysuwa się Judi Dench jako dobroduszna i lekko naiwna panna Mattie Jenkins, mieszkająca wraz ze swoją dystyngowaną i surową siostra Deborą. W roli ich sąsiadki, uroczo jędzowatej panny Poole, występuje wspaniała Imelda Staunton. Z innych "kostiumowych" aktorów możemy zobaczyć Simona Woodsa, czyli pana Bingleya z nowej DiU, Julię Sawalha, czyli trzpiotowatą Lydię ze starej DiU, Grega Wise'a (Willoughby z Rozważnej i romantycznej), Jima Cartera i Michelle Dockery, czyli pana Carsona i lady Mary z Downton Abbey oraz Lesley Manville (matka Margaret z Północy i Południa). Dodatkową gratką jest Tom Hiddleston, ale podobnie jak Michelle pojawia się dopiero w drugim sezonie. Widzicie więc - Cranford to niemal same gwiazdy kina kostiumowego.

Imelda Staunton, Deborah Findlay, Julia McKenzie, Judi Dench, Cranford (2007), reż.Simon Curtis/ photo:BBC
Życie w Cranford na pierwszy rzut oka może wydawać się typową wiejską XIX-wieczna sielanką, gdzie ludzie żyją bez zmartwień, ciągle piją herbatkę i plotkują. Może coś w tym jest, ale pamiętając o tym, że serial jest adaptacją powieści Elizabeth Gaskell, która nie bała się pisać o rzeczach trudnych, twórcy serialu zadbali o to, by nadać Cranford realizmu XIX wieku. Tak więc bieda, brak zrozumienia, choroby i śmierć, nieraz z najbardziej błahych przyczyn, są tu częstymi gośćmi. Jednak życie toczy się dalej i bohaterowie muszą znaleźć w sobie pogodę ducha oraz siłę, żeby przetrwać każdy kolejny dzień, tak też obok spraw przygnębiających mamy wątki humorystyczne dające nadzieję na lepsze jutro. W wielu momentach zdarzało mi się wybuchnąć gromkim śmiechem - za jedną z najzabawniejszych scen uważam fragment, w którym panna Poole zamawia z Paryża "klatkę" dla papugi nie wiedząc, że owa klatka to w rzeczywistości krynolina.

Mogłabym naprawdę długo rozpisywać się na temat Życia w Cranford. Jest to serial, który absolutnie podbił moje serce, dał chwilę wytchnienia i masę wzruszeń, ale także pozwolił docenić to co mam, żyjąc w XXI wieku. Gorąco Wam go polecam, a sama niebawem zabiorę się za czytanie książki Elizabeth Gaskell, na podstawie której to dzieło powstało.

wtorek, 9 września 2014

Muzyczna podróż przez epoki - współcześni wykonawcy inspirujący się przeszłością

William Worcester Churchill, Girl playing piano (1918)
Jednym z moich najlepszych sposobów na duchowe podróże
w czasie jest słuchanie muzyki z dawnych epok. Nierzadko sięgam też po ścieżki dźwiękowe z filmów kostiumowych, które równie dobrze potrafią wprowadzić słuchacza w nostalgiczny nastrój. Dziś jednak chciałabym opowiedzieć Wam o kilku współczesnych zespołach lub pojedynczych artystach, którzy w swej twórczości odwołują się do minionych epok, śpiewają tradycyjne pieśni bądź nawiązują do wydarzeń i postaci historycznych.

Kilku tego rodzaju wykonawców miało już swoje pięć minut na blogu - co jest oczywiście dowodem mojego dla nich uwielbienia :), więc na samym początku chciałabym wspomnieć właśnie o nich. Niekwestionowanym numerem jeden wśród muzyków inspirujących się historią jest dla mnie zespół Blackmore's Night, który niespełna dwa tygodnie temu miał gościć w Polsce, niestety koncert został odwołany ze względu na zły stan zdrowia wokalistki. Termin imprezy został przełożony na początek 2015 roku, więc jest jeszcze szansa, by zobaczyć ten wspaniały zespół w naszym kraju na żywo. Kolejną niezwykle bliską mi artystką jest Hannah Fury. Jej muzyka to czysty melodramatyzm, przepełniony eterycznością oraz duchem XVIII i XIX wieku. 
Nie wiem czy pamiętacie jeszcze mój wywiad z Utisem, gitarzystą polskiego zespołu Victorians. Grupa ta jest świetnym przykładem na to, że Polacy też potrafią wykazać się kreatywnością nie tylko muzyczną, ale i zadbać o ciekawy wizerunek sceniczny, w dodatku inspirowany (jak sama nazwa zespołu wskazuje) epoką wiktoriańską.

Gabriel Charles Dante Rossetti - La Ghirlandata (1873)
Niezwykle interesującą artystką, niestety w naszym kraju mało popularną jest Loreena McKennitt - piosenkarka i harfistka, której twórczość kręci się wokół muzyki celtyckiej. Sam jej wygląd (ach, te rude włosy) zawsze przywodzi mi na myśl obrazy Prerafaelitów, a głos uspokaja i relaksuje. Inni znani mi wykonawcy związani z muzyką celtycką to oczywiście Enya (której przedstawiać chyba nikomu nie muszę), czy Fairport Convention. Idąc dalej tym tropem, muszę wspomnieć o grupie Angels of Venice, która wykonuje jedynie muzykę instrumentalną, ale za to jaką cudowną (kto chce się o tym przekonać, niech posłucha). Już sama okładka jednej z płyt, na której widzimy Trzy Gracje zachęca do tego, by zapoznać się z całą twórczością zespołu. Koniecznie muszę wspomnieć jeszcze o Celtic Woman, grupie, której słucham nałogowo (szczególnie w jesienne i zimowe dni). Panie w swoim repertuarze posiadają głównie tradycyjne pieśni irlandzkie, muzykę celtycką a także wiele innych poruszających utworów. Ich koncerty to prawdziwe widowiska, sama marzę o tym, żeby uczestniczyć kiedyś w jednym z nich, bo naprawdę jest się czym zachwycać.


Alice Pike Barney - Natalie with a Violin, data nieznana

Jeśli chcecie zrobić sobie playlistę z jak największą ilością wprowadzających w błogostan melodii, to kolejnym zespołem idealnie wpasowującym się w relaksujący klimat jest Secret Garden, grający wręcz baśniową muzykę. A zmieniając nastrój na bardziej gotycki warto wspomnieć o Emilie Autumn, szalonej artystce (Emilie jest piosenkarką, pisarką i poetką, w dodatku gra na skrzypcach i pianinie), której sceniczny image zawiera mnóstwo wiktoriańskich elementów. Podobnie jej nieco psychodeliczna twórczość odnosi się do dawnych obyczajów, często z nich kpiąc. Ciekawym zespołem grającym muzykę zbliżoną do stylu Emilie Autumn jest Rasputina, którego znakiem rozpoznawczym są wiolonczele i steampunkowo XIX-wieczne stroje.

I to chyba tyle na dziś. Wiem, że znalazłoby się jeszcze wielu artystów uznających za źródło swoich inspiracji minione epoki, jednak cały mój wpis bazuje na zespołach, które poznałam już wiele lat temu, gdy miałam więcej czasu i zapału do coraz to nowych muzycznych poszukiwań i wędrówek. Teraz trochę się rozleniwiłam i słucham tego, co znam. Jestem ciekawa, czy też lubicie taką muzykę, jeśli tak - co najbardziej? :)

niedziela, 31 sierpnia 2014

W stylu Lizzy Bennet

Gdybym dawno temu nie przeczytała Dumy i uprzedzenia, pewnie dziś tego bloga by nie było, bo to właśnie od tej powieści (i jej ekranizacji) zaczęło się moje zainteresowanie XIX wiekiem. Wczoraj znów (nie wiem, który to już raz) naszła mnie ochota, by obejrzeć choćby jeden odcinek serialu z Colinem Firthem i Jennifer Ehle w rolach głównych. I z racji tego, że już prawie przez dwa miesiące nie pokazywałam żadnych stylizacji, dziś przybywam z regencyjnym uczesaniem oraz strojem inspirowanym kostiumami Lizzy Bennet. Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się do niej upodobnić i uchwycić austenowski klimat. :)




Za fryzurę i zdjęcia odpowiada tradycyjnie moja niezastąpiona mama. :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Powrót do korzeni - Rozważna i romantyczna (1995)

Rozważna i Romantyczna z 1995 roku to pierwszy film związany z twórczością Jane Austen, jaki w życiu oglądałam i nie ukrywam, że mam do niego spory sentyment.
W ubiegły weekend postanowiłam odświeżyć sobie historię sióstr Dashwood, tym razem z  ciekawości włączyłam miniserial BBC. Potem dla przypomnienia obejrzałam ten "stary" film, by zestawić ze sobą obie ekranizacje, no i niestety... mój plan napisania notki porównawczej legł w gruzach, bo jednak nie potrafię być w tym przypadku obiektywna i przy wychwalaniu starszej wersji zaczęłabym się trochę pastwić się nad nowszą. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i dziś przypomnimy sobie Rozważną i romantyczną, którą uważam za najlepszą ekranizację powieści Jane Austen.


Długo mogłabym wyliczać plusy tego filmu. Zaczynając od kostiumów (które wprawdzie swym bogactwem nie zachwycają, ale idealnie oddają charakter poszczególnych postaci i ich status materialny), całej XIX-wiecznej otoczki oraz pięknej muzyki, na świetnym aktorstwie kończąc. Emma Thompson i Kate Winslet stworzyły zgrany siostrzany duet, który zapada w pamięć na długi czas. Wielu osobom nie podoba się obsadzenie w roli dziewiętnastoletniej Eleonory i siedemnastoletniej Marianny, no cóż, nie ukrywajmy - nieco dojrzalszych pań (co widać szczególnie w przypadku Emmy Thompson, która w chwili kręcenia filmu była po trzydziestce). Zważając jednak na to, że XIX-wieczna nastolatka wyglądała bardzo często jak dorosła kobieta, jestem w stanie zaakceptować ten zabieg, a nawet uznać go za udany.

Emma Thompson, Kate Winslet, Gemma Jones, Rozważna i Romantyczna (1995), reż. Ang Lee/ źródło
Pamiętam, że dawno temu, jeszcze w czasach kiedy o Jane Austen wiedziałam tyle co nic, włączyłam TV gdy leciała Rozważna i romantyczna i akurat trafiłam na scenę z Willoughbym. Pomyślałam - co za przystojniak! :D
I oczywiście zaczęłam oglądać... Teraz po latach również jestem w stanie docenić urodę aktora wcielającego się w wytrawnego podrywacza, jednak nic poza tym. Willoughby działa mi na nerwy chyba jeszcze bardziej niż Wickham z Dumy i uprzedzenia. Ale zagrany jest świetnie, to trzeba przyznać.

Kate Winslet, Greg Wise, Rozważna i Romantyczna (1995), reż. Ang Lee/ źródło
Podobno przy pisaniu scenariusza, w roli Edwarda nie widziano nikogo innego jak Hugh Granta. No cóż, chyba nikt inny tak dobrze nie gra uroczego fajtłapy jak on. Chociaż kiedy pomyślę o wersji z 2008 roku, Edward Ferrars w wydaniu Dana Stevensa podobał mi się bardziej, może dlatego, że nie był aż takim ciamajdą. Niemniej jednak Hugh Grant dodaje tej ekranizacji lekkości i angielskiego humoru.

Hugh Grant, Emma Thompson, Rozważna i Romantyczna (1995), reż. Ang Lee/ źródło
Zdecydowanie moim ulubionym bohaterem Rozważnej i romantycznej jest pułkownik Brandon. Alan Rickman wspaniale oddał cierpliwość oraz opanowanie charakteryzujące tę postać. Brandon długo musiał czekać, aż młodsza z sióstr Dashwood odróżni tanią błyskotkę od prawdziwego diamentu. Podczas końcowej sceny zawsze mam łzy w oczach i cieszę się, że pułkownik w końcu jest szczęśliwy, a z drugiej strony myślę, że Marianna wcale na niego nie zasługuje (tak, tak - to się nazywa ukryta zazdrość :D).

Kate Winslet, Alan Rickman, Rozważna i Romantyczna (1995), reż. Ang Lee/ źródło
Rozważna i romantyczna to solidny kawałek kina kostiumowego na najwyższym poziomie, który został nagrodzony Oscarem za najlepszy scenariusz. Co ciekawe, jego autorką jest Emma Thompson, wcielająca się w rolę Eleonory. Możecie mi wierzyć lub nie, ale ten film naprawdę wyróżnia się na tle innych kostiumowych produkcji, w każdej minucie widać pełne zaangażowanie wszystkich aktorów, którzy postarali się by ich bohaterowie byli wiarygodni. Ze swojej strony ogromnie polecam właśnie tę adaptację Rozważnej i Romantycznej, sama wrócę do niej na pewno jeszcze wiele razy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...