piątek, 14 czerwca 2013

Liebster blog po raz kolejny

Na samym początku chciałabym przeprosić Was, Kochani za zastój na blogu i mój tymczasowy brak aktywności na Waszych blogach. Niestety, codzienne obowiązki i inne zajęcia nie pozwalają mi na tak częste pisanie jak przedtem. Mam nadzieję, że rozumiecie. Tak więc dziś przybywam z nowym "liebsterem" podarowanym mi przez Porcelanę. Ślicznie dziękuję za nominację i już zabieram się do odpowiedzi... :)
  1. Jesteś sową, czy rannym ptaszkiem?
Czasami sową, czasem rannym ptaszkiem. Chodzę spać gdy czuję, że już naprawdę nie ustoję na nogach, a ze wstawaniem to różnie bywa. Niekiedy potrafię obudzić się o świcie, a następnego dnia po godz. 10.00. Także mój sen jest nieregularny. Wiem, że to niedobrze, ale mój tryb życia jak na razie nie pozwala mi tego zmienić.

  2. Melancholik, sangwinik, flegmatyk, czy choleryk?
To jest podchwytliwe! Tak więc hm... myślę, że jestem chodzącą mieszanką wybuchową. Melancholia towarzyszy mi zawsze w chwilach samotności, przy czym uważam się za osobę bardzo otwartą na ludzi. Bywają też dni, kiedy czuję się jak (za przeproszeniem) jeden wielki flak i działam w spowolnionym tempie. Chociaż są także chwile, w których lepiej do mnie nie podchodzić, bo wybuchnę niczym bomba zegarowa.
Nie potrafię opisać siebie jednym słowem.

  3. Gdybyś żyła w XIX wieku, wybrałabyś zadymione, prężnie rozwijające się miasto, czy spokojną prowincję?
 No jasne, że spokojną prowincję! Nic nie działa na mnie bardziej kojąco niż kontakt z naturą.

  4. Jaka jest Twoja ulubiona scena z książki (obojętnie jakiej), do której lubisz wracać myślami?
 Pierwsze co mi przyszło na myśl, to Rochester, który przebrał się za cygankę i koniecznie chciał powróżyć Jane. Nie wiem dlaczego, ale ten moment w książce zarazem mnie rozbawił i poruszył. 

  5. Jaka jest Twoja ulubiona scena z filmu (obojętnie jakiego), do której lubisz wracać myślami?

źródło obrazka
  6. Wolisz kierować się sercem, czy rozumem (rozważna czy romantyczna?)
Nie od dziś wiadomo, że jestem rozważną romantyczką. :) Myślę więc, że ważne jest znalezienie równowagi pomiędzy porywami serca a głosem rozsądku. Chyba mi się to nawet udaje.

  7. Kino, teatr, czy biblioteka?
 Wybieram teatr. Kino i bibliotekę można urządzić sobie w domu, z teatrem już by było ciężej. :) 

  8. Co zabawnego zdarzyło Ci się ostatnio?
 Przeczytałam swoje pamiętniki sprzed 7 lat. Normalnie śmiałam się do rozpuku ze swojej zbyt wybujałej wyobraźni.

  9. Ulubiony element dawnej garderoby to...
 Suknie oczywiście. Butki nie zawsze były wygodne, gorsetem nie miałabym potrzeby się ściskać, bieliznę wolę jednak tę dzisiejszą... (:D). Uwielbiam też różnego rodzaju dodatki. Czy to torebeczki, ozdoby do włosów, kapelusze... wszystko to chętnie przygarnęłabym gdyby nadarzyła się ku temu okazja. :)

  10. Chciałabym (chciałbym), żeby następne spotkanie kostiumowe odbyło się w...
 okolicach Lublina lub w innym miejscu na wschodzie Polski. :)
 
  11. Co Cię ostatnio uszczęśliwiło?
Fitness. Ostatnio regularnie trenuję i sprawia mi to dużo radości. :)

To już wszystkie odpowiedzi na pytania, jakie przygotowała dla mnie Porcelana. Z tego co zdążyłam zauważyć, mnóstwo osób z naszej "blogowej paczki" jest już zaproszonych do zabawy, także ja powstrzymuję się od dalszego nominowania. 

Trzymajcie się!

środa, 29 maja 2013

Dźwięk wiktoriańskiej melancholii, czyli parę słów o Hannah Fury

źródło obrazka
Kolejną nietypową wokalistką, jaką chciałabym Wam przedstawić jest Hannah Fury. Artystka-samouk, a przy tym ogromnie interesująca osobowość.

Hannah i jej muzyka to czyste połączenie eteryczności z melodramatyzmem. Piosenkarka uwiodła mnie bijącą z jej utworów sentymentalnością, nawiązaniem do wielu dzieł literackich i symboliką tekstów. Gdy przed czterema laty usłyszałam The Vampire Waltz z miejsca zapragnęłam więcej takich dźwięków i postanowiłam zapoznać się z całą jej twórczością. Od tamtej pory moja fascynacja artystką trwa do dziś.

Hannah Fury nie jest zbyt popularną wokalistką, ale ma pewne grono wiernych fanów. Ja również się do niego zaliczam. Podziwiam tę kobietę, która tworzy z głębi serca. Poprzez muzykę wyraża swe emocje i lęki. Jest szczera w tym co robi. Nie jest może jakimś wielkim wirtuozem, ale wkłada w swą twórczość całą siebie.

źródło obrazka
Cieszę się niezmiernie, że są jeszcze na świecie kobiety tak wrażliwe i kreatywne tak jak Hannah. Jej styl często porównuje się do Emilie Autumn. Fury jest co prawda łagodniejsza i bardziej melancholijna, ale myślę, że obie piosenkarki mają ze sobą wiele wspólnego. Inne bardzo częste skojarzenia muzyczne to Kate Bush i Tori Amos, czyli znakomite wokalistki światowego formatu.

Hannah w swych utworach bardzo często nawiązuje do stylu dark cabaret, przejawiają się w nich także motywy cyrkowe, odniesienia do wydarzeń i postaci historycznych, inspiracje książkowe i filmowe. Jej album The Thing That Feels zainspirowany jest powieścią Wicked Gregory'ego Maguire’a.

Zachęcam więc do zapoznania się z twórczością tej artystki. Poniżej zamieszczam linki do kilku jej najlepszych (według mnie) piosenek. Miłego słuchania! :)


~*~ ______________________________~*~
Never look back

poniedziałek, 27 maja 2013

Królewska Faworyta

źródło obrazka
Ten film czekał u mnie w kolejce do obejrzenia przez bardzo długi czas. Nigdy nie przepadałam za Timothym Daltonem, w dodatku ten tytuł... Byłam przekonana, że to kolejne dość szablonowe kino lat 90-tych. Niedawno jednak coś mnie podkusiło, by dać szansę Królewskiej Faworycie. O dziwo, film zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie!

Jeanne De Luynes to młoda i atrakcyjna kobieta z charakterem, a zarazem szczęśliwa żona hrabiego Alessandro de Verua. U boku męża wiedzie szczęśliwe życie, wkrótce także zostaje matką. Sielanka trwa jednak do momentu, kiedy de Verua, jako królewski szambelan  poznaje swą małżonkę z królem Piemontu. Wiktor Amadeusz II od pierwszego wejrzenia zaczyna pałać namiętnością do pięknej Jeanne.
Nie chcę spoilerować, dlatego powstrzymam się od dalszego opisywania fabuły. Powiem jedynie, że film bardzo trzyma w napięciu. Sama nie wiedziałam co może za chwilę zdarzyć się na ekranie.

Wielkim plusem Królewskiej Faworyty jest świetna gra aktorska. Timothy Dalton jako król jest bardzo przekonujący. Idealnie oddał wszystkie emocje targające zaślepionym miłością władcą. Potrafił wzbudzić moje współczucie, rozbawić, a także wzruszyć do łez. Podobnie Valeria Golino jako Jeanne spisała się na medal. Doskonale ukazała cały temperament bohaterki. Ogólnie rzecz biorąc cała obsada zaprezentowała grę na wysokim poziomie. Miałam wrażenie, że to wszystko kiedyś działo się naprawdę.... Bo w rzeczy samej działo się! Film jest oparty na autentycznych wydarzeniach.

 Król Wiktor Amadeusz II i Jeanne Baptiste d'Albert de Luynes 


(źródło obrazków -wikipedia.org






Twórcom Królewskiej Faworyty należą się brawa za dokładne odwzorowanie realiów XVII wieku. Osobiście nie przepadam za tą epoką. Dlaczego? Otóż dla przykładu długowłose peruki u mężczyzn są dla mnie równoznaczne z najgorszym koszmarem. Całe szczęście, że bohaterowie filmu nakładali je tylko podczas wystąpień publicznych. :)

Tak więc film wart jest obejrzenia. Jeśli macie ochotę na opowieść o miłości, co prawda trudnej i bolesnej, bądź kino historyczne, myślę, że Królewska Faworyta sprosta Waszym oczekiwaniom. Polecam! Ze swojej strony mogę nawet powiedzieć, że jest to jeden z najbardziej wzruszających filmów jakie ostatnio widziałam.

wtorek, 21 maja 2013

Najpiękniejsze filmowe kreacje część III

Przed Wami kolejna część najpiękniejszych filmowych kreacji. W dzisiejszym notowaniu gości między innymi suknia Marii Antoniny, żółty kostium z filmu Służące, czy też przepiękne kreacje z Gdzieś w Czasie i Anny Kareniny. Nie mogło zabraknąć retro sukienki Daisy Buchanan z najnowszego hitu kinowego Wielki Gatsby, oraz pięknej powłóczystej kreacji noszonej przez bohaterkę serialu Koniec Defilady. Poniżej widzicie także wiktoriańską suknię Blanki Ingram z Jane Eyre oraz cudowne stroje księżnej Devonshire i Lady Elizabeth Foster, które nosiły w filmie Księżna. Dzisiejszy ranking zamyka  zachwycająca suknia z Niebezpiecznych Związków i różowa kiecka Peggy z Mad Men. Mam nadzieję, że znalazłybyście coś dla siebie wśród tych kreacji. :)



źródło obrazka                                                                           źródło obrazka

źródło obrazka                                                                           źródło obrazka

źródło obrazka                                                                  źródło obrazka



źródło obrazka                                                                           źródło obrazka



źródło obrazka                                                                           źródło obrazka

środa, 15 maja 2013

Lady Lukrecja na facebooku!



Długo zastanawiałam się nad tym, czy utworzenie fanpage bloga na facebooku jest dobrym pomysłem. Ostatecznie przekonało mnie do tego parę osób, które nie posiadają konta na blogspocie, a chciałyby być informowane o nowych notatkach i być na bieżąco. Oprócz tego będziemy mogli w łatwiejszy sposób dzielić się inspirującymi zdjęciami, filmikami... czym tylko chcecie. :)

Także jeśli macie ochotę - zapraszam do aktywności! Myślę, że wspólnie uda nam się utworzyć miły facebookowy zakątek, oczywiście w dawnym stylu. :)

Oto link do strony:  <kliknij>


wtorek, 14 maja 2013

Marzy mi się książę z bajki, czyli subiektywnie o romansidłach

Czytam romanse i nie wstydzę się tego. Mam tu na myśli nie tylko klasykę pokroju Jane Austen czy sióstr Brontë. Bowiem od czasu do czasu lubię "wyłączyć" swój mózg, zaparzyć sobie owocowej herbatki i zatopić się w lekturze czegoś relaksującego. Powszechnie utrzymywana jest opinia, iż romanse historyczne to zazwyczaj ckliwe gnioty, które czytają niedowartościowane kury domowe, lub nawiedzone stare panny (oczywiście nikomu nie ubliżając). Ja jednak wśród gąszczu tzw. "Harlequinowego Badziewia"  doszukałam się kilku perełek, które umiliły mi czas, a przy tym nie obraziły jakoś nadmiernie mojej inteligencji. 


Książę autorstwa Gaelen Foley to pierwsza część cyklu poświęconego rodzeństwu Knight, a zarazem romans, który szczególnie utknął w mojej pamięci. Głównym bohaterem książki jest Robert Knight - dziewiąty książę Hawkscliffe, człowiek bardzo poważny, tradycjonalista, należący do konserwatywnego ugrupowania torysów, działacz społeczny oraz krótko mówiąc straszny sztywniak. W tym samym czasie śledzimy losy Belindy Hamilton - dziewczyny, która przez jednego człowieka straciła wszystko i trafiła do londyńskiego półświatka. Losy tych dwojga splotą się, gdy Robert za punkt honoru postawi sobie odnalezienie zabójcy ukochanej, a pomóc mu w tym będzie mogła jedynie Belinda. 
Książka jest naprawdę wciągająca, chociaż czytając opis wcale nie przypuszczałam, że może mi się aż tak spodobać. Mamy tutaj zderzenie dwóch światów. Ogromnego bogactwa i skrajnej biedy, wrażliwego mężczyzny kryjącego się za dystyngowaną maską oraz silnej młodej kobiety, która musiała wiele przejść by odnaleźć szczęście. Można by rzec, że to trochę takie Pretty Woman w wersji regencyjnej. Aczkolwiek bardzo przyjemne, zabawne i przyzwoicie napisane. W Księciu odnajdziecie także wiele nawiązań do ówczesnej polityki, czy literatury ( Duma i Uprzedzenie jako powieść czytana przez główna bohaterkę! ).
 PS: Książę Hawkscilffe w moim rankingu zajmuje drugie miejsce tuż po Panu Darcym, więc myślę że wato go poznać. :)

Książka o jakże ekhm... dźwięcznym tytule Diaboliczny Lord  smakowała całkiem nieźle. Naprawdę! Tuż po Księciu postanowiłam sięgnąć po kolejną część cyklu o Knightach. I się nie zawiodłam. Tym razem śledzimy losy Luciena - drugiego z braci. Pod przykrywką zblazowanego arystokraty pełni on funkcję szpiega politycznego. Pewnej nocy w dość niefortunnych okolicznościach zastaje w swej posiadłości pannę Alice Montague, którą automatycznie bierze za wroga. Ma ona jednak inny cel, jakże odmienny od zamiarów, o które posądza ją Lucien.

Wartka akcja, przezabawne dialogi, odrobina dramatyzmu, kryminału i polityki w tle - to oczywiście prócz wątku romansowego gwarantuje Wam ta książka. Co ciekawe, Diabolicznego Lorda poleciłam znajomej, która bardzo przypomina mi główną bohaterkę. Od razu zaznaczam, że ta osoba nie przepadała nigdy za romansami. Jaką zrobiła mi niespodziankę, kiedy powiedziała, że książka była super i sięgnęła po kolejne części. ;)

Whitney, moja miłość to niemalże książka-legenda wśród romansów historycznych. Uwielbiana przez czytelniczki na całym świecie  historia krnąbrnej Whitney Stone i upartego księcia Claytona Westmorelanda już od wielu lat gości także w moim rankingu najlepszych romansideł. Jeśli nie czytałyście jeszcze tej książki, a chciałybyście zacząć swą przygodę z romansami historycznymi, to naprawę namawiam Was do zapoznania się z Whitney. :)
Ale zaraz zaraz... nie napisałam nic o fabule! Bowiem akcja skupia się na młodziutkiej dziewczynie, która ubzdurała sobie, że poślubi w niedalekiej przyszłości niejakiego Paula Sevarina (skądś to znamy? Od razu nasuwa się skojarzenie z Scarlett O'Harą, prawda?). Jednak stojący na skraju bankructwa ojciec naszej bohaterki ma inne plany co do jej przyszłości. Postanawia wydać ją za aroganckiego i dumnego Claytona Westmoerlanda - Księcia Claymore.

Książka jest dość spora objętościowo, ale przeczytałam ją w tempie ekspresowym! Napisana jest bardzo plastycznym językiem, obfituje w barwne opisy wnętrz, pięknych sukien i widoków. Perypetie Whitney i Claytona nie pozwalają czytelnikowi ani przez minutę się nudzić. Jeśli więc chcecie chociaż na kilka dni przenieść się do XIX wieku i dobrze się rozerwać, to powieść Judith McNaught jest dla Was. :)

poniedziałek, 13 maja 2013

Muzyka z wiktoriańskiej krainy, czyli kilka słów o Emilie Autumn

źródło obrazka
Słyszeliście o takim typie muzyki jak victorian industrial? Jeśli tak, to z pewnością kojarzycie pewną czerwonowłosą wokalistkę, która należy do grona nielicznych przedstawicielek tego gatunku. Mam tu na myśli oczywiście  Emilie Autumn - jedną z najciekawszych artystek nawiązujących w swej twórczości do minionych czasów.
Moja przygoda z Emilie zaczęła się jakieś cztery lata temu. Spodobało mi się ogromnie połączenie klasyki z odrobiną psychodelii i muzyką elektroniczną, oraz ironiczne teksty autorstwa panny Autumn (jest nie tylko piosenkarką, ale także poetką i pisarką).




Myślę, że najwięcej o Emilie może powiedzieć Wam jej muzyka, dlatego nie przedłużam i przechodzę już do sedna sprawy. Oto kilka wybranych piosenek, które według mnie zasługują na szczególną uwagę. Od razu przyznaję się, że osobiście wolę spokojniejszy repertuar Emilie Autumn. Artystka naprawdę potrafi dać czadu, ale ja jednak jestem zwolenniczką łagodniejszych klimatów. Z resztą posłuchajcie sami...

źródło obrazka

Marry Me

Find Me a Man  

Girls Just Wanna Have Fun

Ever

Save You

La Follia

What If 

Opheliac

Shalott



Jestem ogromnie ciekawa Waszej opinii na temat Emilie. Co myślcie o victorian industrailu? Uważacie, że taka mieszanka gatunków to dobry pomysł, czy wolicie jednak tradycyjną klasykę? I czy w końcu głos oraz wizerunek wokalistki przypadł Wam do gustu? A może wręcz przeciwnie...?