niedziela, 12 października 2014

Castles and dreams

Przenieśmy się gdzieś daleko, do krainy baśni i snów...

Pomysł na dzisiejszy wpis przyszedł mi do głowy podczas wczorajszego wieczoru, kiedy to siedziałam zasłuchana w dźwiękach muzyki Blackmore's Night, zawieszona gdzieś między rzeczywistością a światem renesansowych grajków, baśni i legend. Zaczęłam wspominać wszystkie książki i filmy, które przenosiły mnie nie raz do czasów epoki Tudorów, albo jeszcze wcześniej. Tak więc po skromnej Jane Eyre, dziś prezentuję Wam stylizację luźno nawiązującą do czasów renesansu. Nie jestem żadną rekonstruktorką, więc nie zależy mi na dokładnym historycznym odzwierciedleniu stroju z tamtego okresu. Po prostu realizuję na tyle, ile potrafię swoje wizje i wyobrażenia, czerpię z tego przyjemność oraz chcę podzielić się tym z Wami. :)

 
 
 

Fryzura, makijaż i zdjęcia są efektem działań mojej mamy (szczerze mówiąc nie musiałam tego nawet pisać, bo jeśli nie jesteście tu pierwszy raz, zapewne już się domyśliliście). Czasem sama nie wiem, kto - Ona czy ja, ma większą frajdę z tego całego czesania, malowania i fotografowania... :)



niedziela, 5 października 2014

Jane Eyre

Przeczytałam w swoim życiu wiele książek, ale żadna z nich nie poruszyła mnie tak jak Dziwne losy Jane Eyre. Powieść ta była moim pierwszym spotkaniem z Charlotte Brontë, które zaowocowało długotrwałą sympatią, rzekłabym nawet uwielbieniem dla prozy tej niezwykłej autorki. Teraz, po kilku latach znajomości z Jane Eyre, mogę śmiało powiedzieć, że wiele jej zawdzięczam. To ona odmieniła w dużej mierze mój sposób patrzenia na siebie samą, innych ludzi oraz świat ogółem. Pokazała mi, że w życiu warto podążać własną drogą, że trzeba słuchać głosu swojego serca i być po prostu sobą.


Fryzura inspirowana filmowym uczesaniem Jane Eyre oraz makijaż to tradycyjnie zasługa mojej niezastąpionej mamy. :)

sobota, 27 września 2014

Charlotte Brontë - Niedokończone opowieści

Początek jesieni zdecydowanie upływa mi pod znakiem sióstr Brontë. Chyba nie ma lepszej pory roku na książkowe spacery pośród wrzosowisk albo wieczorne wylegiwanie się pod kołdrą z wiktoriańską powieścią w rękach. Nie tak dawno czytałam biografię Charlotte Brontë napisaną przez Elizabeth Gaskell, a teraz w moje ręce wpadło pierwsze polskie wydanie Niedokończonych opowieści. Gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu tej książki, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać.


Na Niedokończone opowieści składają się cztery urwane w pewnym momencie opowiadania. Pierwsze z nich pt. Ashworth, to historia, której głównym bohaterem jest ekstrawagancki młodzieniec z dobrego domu. Później obserwujemy go jako męża i ojca, śledzimy też jego karierę. Czy Ashworth dobrze sprawdzi się w roli głowy rodziny? Tego nie zdradzę. Powiem tylko, że na tle wszystkich opowiadań to akurat spodobało mi się najbardziej. Drugi utwór noszący tytuł Emma, przywodzi od razu na myśl Małą księżniczkę Frances Hodgson Burnett. Mamy tu podobnie jak we wspomnianej książce tajemniczą dziewczynkę oddaną do szkoły dla panien.
Kolejne opowiadanie, Państwo Moore mające w sobie nieco z satyry, ukazuje nam portret świeżo poślubionego małżeństwa. Zarówno pan jak i pani Moore mają ogniste charaktery, co czyni ich związek dość wybuchowym, pełnym sprzeczek oraz wzajemnych utyskiwań. Ostatni utwór, Historia Williego Ellina poświęcony jest dwóm braciom, gdzie starszy z nich znęca się nad młodszym. To opowiadanie z całej czwórki ma zdecydowanie najbardziej ponury klimat i chyba najmniej przypadło mi do gustu.


Nikt nie potrafi pisać tak jak Charlotte Brontë. Nikt inny nie umie tak celnie, czasem ledwie w paru słowach nadać postaci niepowtarzalnego charakteru. Kiedy czyta się Niedokończone opowieści, od pierwszych stron czuć melancholijny i subtelny nastrój, okraszony w niektórych momentach inteligentnym i bardzo wyważonym humorem. Ta książka po prostu broni się sama, a raczej broni ją nazwisko Brontë. Bo powiedzcie mi, czy Charlotte mogła napisać coś, co nie jest co najmniej dobre? Mnie ta lektura usatysfakcjonowała, pomimo tego, że wszystkie opowiadania są niedokończone. Wiecie dlaczego? Bo we współczesnym świecie nie ma już takich powieści, nie ma drugiej takiej Brontë, która za każdym razem, gdy otwieram jej książkę zabiera mnie gdzieś daleko na angielskie wrzosowiska. I dlatego każde napisane przez nią zdanie oraz każda jej myśl jest cenna, stanowi skarb jaki nam po sobie pozostawiła.

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG.

niedziela, 21 września 2014

Drugie urodziny bloga + niespodzianka!

Pamiętam jak dziś ten dzień, w którym postanowiłam, że założę bloga. Był to 18 września 2012 roku, deszczowe popołudnie, chwila zamyślenia z kubkiem herbaty i nastrojową muzyką w tle. Aż trudno uwierzyć, że od tego momentu minęły już dwa lata.

O ile pierwszy rok był czasem eksperymentów i szukania własnej drogi blogowania, o tyle drugi pozwolił mi się przed Wami bardziej otworzyć i mimo różnorodnej treści wpisów odnaleźć tematy, które szczególnie interesują zarówno Was jak i mnie samą. Dodatkowo prócz recenzji filmów, książek i muzyki udało mi się stworzyć szereg postów ze stylizacjami, dla których źródło inspiracji stanowiły moje ulubione postacie kina czy literatury. Tak też chciałabym Wam najserdeczniej podziękować za wszystkie miłe słowa, komentarze i rozmowy. Za to, że za każdym razem, gdy zaczynam wątpić w sens prowadzenia tego bloga, niespodziewanie dostaję maile od osób, którym bliskie jest to o czym piszę i co pokazuję. Z całego serca DZIĘKUJĘ! :)

A teraz obiecana niespodzianka!
Od początku istnienia bloga nie organizowałam żadnego konkursu, więc chyba czas najwyższy. Jeśli macie ochotę, zapraszam Was do wzięcia udziału w małym losowaniu. Nagroda jest jedna, a składa się na nią to, co widać na zdjęciu - wieszaczek na ścianę, świeczka Kringle Candle o zapachu kwiatu wiśni, serial Emma produkcji BBC i pudełko aromatycznych suszków. Aby wziąć udział w losowaniu wystarczy zostawić komentarz pod tym postem, wyrażając chęć uczestniczenia w konkursie oraz dodatkowo odpowiedzieć na pytanie - który z dotychczasowych wpisów na My little reflections spodobał Ci się najbardziej i dlaczego? Osoby, które nie posiadają konta na blogspocie mogą napisać wiadomość na Facebooku bądź maila. Nie zmuszam nikogo do obserwowania bloga czy lajkowania fanpage'a, ale będzie mi miło, jeśli zechcecie w taki sposób pozostać ze mną na dłużej. :) Zgłoszenia przyjmuję do 21 października 2014, a dzień później wylosuję jedną osobę, która otrzyma nagrodę. Wyniki podam w tym wpisie oraz na Facebooku.

Powodzenia! :)

__________________________________________________________________________

Wyniki losowania!
Miło mi powiadomić, że nagroda powędruje do czytelniczki o nicku Rouge. Zwyciężczynię proszę o kontakt, a pozostałym uczestniczkom serdecznie dziękuję za wzięcie udziału w konkursie. 


środa, 17 września 2014

Elizabeth Gaskell - Życie Charlotte Brontë

Kiedy pierwszy raz czytałam Jane Eyre, ogarnęło mnie dziwne, nieznane dotąd uczucie głębokiej więzi z główną bohaterką. W Jane odnalazłam cześć siebie, stała się dla mnie najlepszą przyjaciółką i zarazem ideałem kobiety. Chyba w całej historii literatury angielskiej nie ma drugiej postaci tak pełnej godności, szczerej oraz żyjącej w zgodzie z samą sobą i swoimi przekonaniami. Potem przyszła pora na kolejne książki sygnowane nazwiskiem Brontë - Wichrowe Wzgórza autorstwa Emily, Agnes Grey, czyli powieść Anne i Shirley, napisaną znów przez najstarszą z sióstr. Jednak żadna z tych książek nie dorównała Jane Eyre, która jak się okazuje, jest opowieścią Charlotte o niej samej, swego rodzaju autobiografią, choć niedosłowną.

Charlotte Brontë i Elizabeth Gaskell - Można powiedzieć, że te dwie kobiety były absolutnie różne, podobnie jak ich literatura. A jednak, pomimo innego spojrzenia na wiele spraw zaprzyjaźniły się. Gaskell intrygowała nietypowa osobowość koleżanki po fachu, fascynowała ją do tego stopnia, że po śmierci Charlotte w wieku trzydziestu ośmiu lat, postanowiła napisać jej pierwszą właściwą biografię.


Życie Charlotte Brontë zdecydowanie nie jest lekturą na jeden wieczór, którą czyta się błyskawicznie. Jej objętość wynosi ponad sześćset stron, z czego sporą część stanowią listy Charlotte do rodziny i przyjaciół. Około pięćdziesięciu stron zajmuje sama przedmowa Eryka Ostrowskiego, autora znanej książki Charlotte Brontë i jej siostry śpiące, który pozwala nam lepiej zrozumieć związek pomiędzy dwiema pisarkami oraz okoliczności towarzyszące powstawaniu owej biografii.

Każda strona tej książki utwierdzała mnie w przekonaniu, że rodzeństwo Brontë było niezwykłe i to już od swych najmłodszych lat. Żyjące na przysłowiowym odludziu wśród wrzosowisk dzieci, miały do dyspozycji jedynie własne towarzystwo oraz ojca (matka zmarła wcześnie, podobnie dwie najstarsze siostry - Maria i Elizabeth). Kilkuletnie pociechy pastora z Haworth potrafiły bowiem prowadzić dyskusje na poziomie dorosłych, miały bogatą wiedzę z dziedzin historii i bieżącej polityki. Uwielbiały układać własne historie, których głównymi bohaterami były postacie z poważnych książek i gazet (dla przykładu Charlotte wymyśliła szereg opowiadań o Wellingtonie). Ogółem rzecz biorąc dzieci były aż zanadto dojrzałe i spokojne jak na swój wiek, a Charlotte jako najstarsza z sióstr postanowiła przejąć na siebie cześć obowiązków zmarłej matki, choć różnica wieku pomiędzy nią a resztą rodzeństwa była niewielka.

Podczas czytania tej biografii cały czas rzucało mi się w oczy faktyczne podobieństwo Charlotte do Jane Eyre. Poczucie obowiązku wobec Boga i drugiego człowieka, jakie posiadała ta kobieta jest wprost zadziwiające. Cóż za hart ducha i siła woli kryły się w tej filigranowej i niepozornej istotce.

Właściwą ścieżką jest ta, która wymaga największego wyrzeczenia się własnych korzyści - która oznacza dbanie o najwyższe dobro innych; a ścieżka ta, jeżeli podążać nią miarowym krokiem, doprowadzi z czasem, tak mi się wydaje, do pomyślności oraz szczęścia; chociaż z początku się może wydawać, że zmierza ona w całkowicie przeciwnym kierunku. (s. 335)

Bardzo zaciekawił mnie fakt, że wiele wątków zawartych we wszystkich książkach sióstr Brontë, nie tylko w Jane Eyre, jest zaczerpniętych z ich własnego życia. Dla przykładu, postać Shirley Keeldar była inspirowana osobowością Emily, nawet pies - Keeper znalazł swoje miejsce na kartach powieści jako Tatar. Wszystko to postrzegane przez czytelników 'Shirley' jako sprytnie obmyślane fikcyjne zajścia, spisywała Charlotte ze łzami w oczach; był to prawdziwy, dosłowny zapis postępowania Emily (odnośnie sceny z ugryzieniem).


 Cóż jeszcze mogę powiedzieć. Ta biografia jest jak jak długi spacer pośród wrzosowisk wiktoriańskiej Anglii. Jest także kolejną znakomitą książką w dorobku Elizabeth Gaskell i zarazem portretem kobiety o pięknym wnętrzu, ponadprzeciętnym umyśle i wielkiej sile charakteru. Szczerze polecam!

Za lekturę dziękuje wydawnictwu MG.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...