sobota, 20 grudnia 2014

Liga niezwykłych (XIX-wiecznych) gentlemanów

Dawno nie było tu żadnego rankingu, więc by nadrobić blogowe zaległości i w miarę urozmaicić tematykę wpisów, zaplanowałam na dziś zestawienie dziesięciu przyjemnych dla kobiecego oka obrazów - a dokładniej portretów mężczyzn żyjących w XIX wieku. Kanon urody męskiej tak samo jak w przypadku kobiet, zmieniał się na przestrzeni wieków, choć kiedy patrzę na poniższe portrety - myślę, że nie tylko ja uznałabym większość tych panów za interesujących nawet z perspektywy współczesności.

10. Portrait of a Man  (obraz - François-Xavier Fabre,1809)
 

9. Lord Byron (obraz - Thomas Phillips, 1824)

8. Monsieur M (obraz - William-Adolphe Bouguereau, 1850)

7. Paul Mounet (obraz - Louis-Maurice Boutet de Monvel, 1875)

6. Carl Joseph Begas (autoportret, 1820)

5. Sir James Brooke (obraz - Sir Francis Grant, 1847)


4. Léon Cogniet (autoportret, 1818)


3. Henry Brougham (obraz - Sir Thomas Lawrence, data nieznana)
 

2. Armand Carrel (obraz - Ary Scheffer, 1830)

1. Léon Riesener (obraz - Eugène Delacroix, 1835)
 

Zdecydowanie moim faworytem w tym zestawieniu jest Léon Riesener, francuski malarz czasów romantyzmu. Jego ojcem był inny sławny artysta - Henri-François Riesener, a kuzynem i zarazem autorem powyższego portretu - Eugène Delacroix. Riesener w swoich pracach koncentrował się na zmysłowości, aczkolwiek w subtelnym wydaniu, co widać na przykładzie tego obrazu. Na drugim miejscu umieściłam Armanda Carrela - francuskiego dziennikarza oraz polityka epoki monarchii lipcowej. Oprócz ciekawej powierzchowności miał równie niecodzienną osobowość. Głośno mówił o swoich poglądach i nie bał się krytykować rządu - rezultatem tych działań były dwa procesy sądowe, pobyt w więzieniu i dwa pojedynki (niestety jeden z nich zakończył się jego śmiercią). Trzecie miejsce zajmuje Henry Brougham, brytyjski polityk oraz późniejszy lord kanclerz. Brougham należał do Partii Wigów (opozycyjnej do konserwatywnych Torysów), zależało mu na zlikwidowaniu handlu niewolnikami, chciał także zreformować edukację. Tę postać poznałam zupełnie przez przypadek, czytając pewien romans historyczny (tak, tak!) gdzie występował jako bohater poboczny i z miejsca go polubiłam. Jestem też niezmiernie ciekawa Waszych ulubionych męskich portretów, niekoniecznie z XIX wieku. :)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

W stylu Lizzy Bennet - część II

Tak to jest, kiedy masz swą ukochaną książkę, do której możesz wracać milion razy - choć planowałam zupełnie inny post, po raz kolejny udajemy się do krainy Jane Austen. W poprzednim wpisie nawiązującym do stylu Lizzy Bennet inspirowałam się głównie serialem BBC z 1995 roku, dziś natomiast postanowiłam poświęcić trochę uwagi tej nowszej ekranizacji z Keirą Knightley w roli głównej. W zasadzie należę do orędowników wersji Dumy i Uprzedzenia z Colinem Firthem oraz Jennifer Ehle, jednakże i film Wrighta za każdym razem oglądam z wielką przyjemnością, a soundtrack do niego wałkuję od kilku lat i jeszcze mi się nie znudził. No i któż by się oparł tym malowniczym widokom, sielankowej atmosferze oraz pięknym kostiumom...
 
 

 

W pamięci szczególnie utknęła mi scena z balu w Netherfield i fryzura, którą miała wówczas Keira. Spróbowałam wraz z mamą ją trochę odwzorować i może nie uzyskałyśmy wielkiego podobieństwa (przez brak grzywki oraz wystarczającej ilości perełek) ale moim zdaniem efekt jest zadowalający. A tak nawiasem mówiąc, jeśli ktoś się zastanawia co tak właściwie mam na sobie, od razu mówię - nie jest to sukienka. Wygrzebałam z szafy bluzkę przywodzącą na myśl epokę Regencji, nałożyłam do tego swoją ulubioną spódnicę i voilà. :)



wtorek, 9 grudnia 2014

Elizabeth Gaskell - Panie z Cranford

Może zabrzmi to zabawnie, ale Elizabeth Gaskell poznałam dzięki BBC. A konkretniej za sprawą serialu Północ i Południe, którego wielką miłośniczką jestem do dziś. Po wspaniałej lekturze książkowej wersji powyższej historii oraz zapoznaniu się z jeszcze dwoma innymi dziełami Gaskell (Ruth, Życie Charlotte Brontë) przyszła kolej na Panie z Cranford, które planowałam przeczytać już od dłuższego czasu. Nie wiem czy pamiętacie - parę miesięcy temu pisałam o znakomitym serialu, nakręconym na podstawie tej powieści, który (podobnie jak było w przypadku Północy i Południa) tylko spotęgował moją chęć do sięgnięcia po pierwowzór. Ekranizacją byłam zachwycona, więc wobec książki też miałam spore oczekiwania. A pani Gaskell po raz kolejny mnie nie zawiodła.
  
A więc przede wszystkim Cranford jest we władaniu Amazonek; 
kobiety rządzą we wszystkich domach o nieco wyższym czynszu.*


Panie z Cranford to liczący sobie około dwustu stron swoisty zbiór scenek rodzajowych z życia kobiet zamieszkujących fikcyjne miasteczko w XIX-wiecznej Anglii. Jedną z naszych głównych bohaterek jest niemłoda już panna Mattie Jenkyns, żyjąca skromnie, lecz elegancko wraz ze swą siostrą Deborą. Panny Jenkyns - córki niegdysiejszego pastora, różnią się od siebie usposobieniem. Matylda jest dobroduszna i nieco naiwna, a Deborę można uznać za wcielenie poprawności i surowej dyscypliny. Kolejne panie, które poznajemy w miarę dalszej wędrówki po Cranford to zadziorna plotkara (aczkolwiek urocza) panna Pole, snobistyczna pani Jamieson, przezabawna pani Forrester oraz Mary Smith, która jest jednocześnie narratorką powieści. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że wszystkie postacie są bardzo charakterne i zostają w pamięci przez długi czas.

Elizabeth Gaskell

Zapewne wiele osób znających dzieła Elizabeth Gaskell zgodzi się ze mną co to tego, że tuż obok Jane Austen i sióstr Brontë jest ona mistrzynią w przenoszeniu współczesnego czytelnika w XIX wiek - mam tu na myśli XIX wiek widziany okiem kobiety. Dzięki pani Gaskell znów mogłam przeżyć wspaniałą podróż w czasie i zagościć w niezwykłym miejscu - tym razem w Cranford, gdzie radość przeplata się z gorzkim smutkiem. Bo żeby nie było tak cukierkowo, nasi bohaterowie przeżywają także trudne chwile - śmierć najbliższych, gorycz dawnych wspomnień, czy problemy natury finansowej. Jednak piękne jest to, że cokolwiek by się nie działo, panie z Cranford potrafią się wzajemnie wspierać i tworzą zgrany babski klan.


Sybil Tawse - Panna Matty i jej brat Peter, ilustracja do Pań z Cranford (1917 rok)
Gaskell jak mało kto potrafi z humorem i w ciekawy sposób opowiadać o prozie życia w XIX wieku, które toczyło się w swoim powolnym rytmie. A w przypadku tej powieści - dwa razy bardziej powolnym, bo kranfordzkim paniom nie w smak są wszelkie nadchodzące zmiany. Nasze bohaterki żyją we własnym świecie, gdzie największą wartość ma tradycja i to co było na porządku dziennym w czasach ich młodości. Panie z Cranford to książka o kobietach dla kobiet - nieco nostalgiczna, wzruszająca, pełna ciepła i nadziei na lepsze jutro. Wszystkie te spotkania przy herbatce, drobne sprawunki, czy małe wielkie sensacje są tak urocze, czasem nawet rozczulające, że nie sposób nie pokochać Cranford i jego mieszkańców. A jeśli tak jak ja, po prostu uwielbiacie klasykę angielskiej literatury, gwarantuję Wam, że ta książka będzie idealną lekturą na zimowe dni i na pewno wrócicie do niej jeszcze wiele razy. 

*Elizabeth Gaskell, Panie z Cranford (s.5), przeł. Aldona Szpakowska, wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2014
Za miłą lekturę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

wtorek, 2 grudnia 2014

Co nowego w kinie kostiumowym?

Ku mojej wielkiej radości, co jakiś czas dowiaduję się o nowych produkcjach kostiumowych, które już powstały (ale niestety nie wiadomo kiedy nastąpi ich polska premiera) lub o takich, które dopiero są w fazie przygotowań, jednakże warto na nie czekać. Dziś mam dla Was małe zestawienie najnowszych bądź dopiero produkowanych ciekawie zapowiadających się filmów kostiumowych. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.

Effie Gray - na ten film czekam z największą niecierpliwością i mam nadzieję, że jego polska premiera nadejdzie już niebawem. Klimat nieco przypominający najnowszą Jane Eyre, intrygująca fabuła (historia małżeństwa Johna Ruskina, a raczej chęci jego anulowania przez młodziutką żonę), świetna obsada - Emma Thompson (także jako autorka scenariusza), Greg Wise i Dakota Fanning w tytułowej roli, to już wystarczające powody by uznać, że produkcja jest warta uwagi.

 
A Little Chaos - film, którego reżyserii podjął się Alan Rickman (wystąpił również w głównej roli - Ludwika XIV). Akcja kręci się wokół konkurujących ze sobą projektantów ogrodów, mających utworzyć fontannę w Wersalu. Kino raczej lekkie i przyjemne, jako dodatkowy plus - Kate Winslet i Jennifer Ehle w rolach pięknych dam.

Miss Julie - ekranizacja sztuki Augusta Strindberga, opowiadającej o arystokratce, która wdała się w romans z lokajem. W rolach głównych Jessica Chastain i Colin Farrell.

Colin Farrell i Jessica Chastain, Miss Julie (2014), reż. Liv Ullman. Allstar Picture Library. Photograph: Egor Kirpichev/Allstar Picture Library
Makbet - kolejna filmowa adaptacja sztuki Szekspira. W roli głównej - Michael Fassbender, jako lady Makbet - Marion Cotillard. Przy takiej obsadzie można mieć spore oczekiwania. Mam nadzieję, że się nie zawiedziemy.

Mr. Turner - historia brytyjskiego malarza Williama Turnera, czyli coś dla wielbicieli sztuki nie tylko filmowej.
W roli tytułowej Timothy Spal.

The Happy Prince - film, za który odpowiedzialny jest Rupert Everett.  Obrazuje on ostatnie lata życia Oscara Wilde'a, który po wyjściu z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za kontakty homoseksualne, podupada na zdrowiu i żyje w nędzy. W jedną z ważniejszych ról ma wcielić się Colin Firth.

The Laureate - film biograficzny opowiadający historię trójkąta miłosnego między Robertem Gravesem (Orlando Bloom), Nancy Nicholson i pisarką Laurą Riding. W tle obraz społeczeństwa w latach 20 XX wieku.

Crimson Peak - horror z Tomem Hiddlestonem i Jessicą Chastain. Jakkolwiek nie przepadam za tym gatunkiem filmowym, na tę produkcję czekam z niecierpliwością, choćby ze względu na świetną scenografię i kostiumy (Tom w lennonkach - bezcenny widok)!

Poldark - perypetie pewnej rodziny żyjącej w XIX-wiecznej Kornwalii. Już sam Aidan Turner w mundurze to wystarczający powód, dla którego nie mogę się doczekać tego serialu. :)

Coś Was zaciekawiło? Jeśli przeoczyłam jakiś nowy kostiumowiec, który warto mieć na uwadze - piszcie. :)

wtorek, 25 listopada 2014

Black & White

Lata 40. XX wieku - to właśnie w tych czasach dużą popularność zyskało kino noir, czyli filmy wywodzące się z gatunku kryminalno - gangsterskiego, utrzymane w mrocznej, niepokojącej atmosferze oraz stylistyce. Kiedy zaczynam myśleć o filmach noir, przed oczami od razu pojawia mi się Humphrey Bogart w tym swoim prochowcu, z papierosem w ustach, a obok niego zjawiskowa Lauren Bacall. Ogólnie rzecz biorąc kino noir jest specyficzne i nie każdy w nim gustuje. Ja sama nie należę do jego wielkich fanów, ale doceniam ten nurt, przede wszystkim za niepowtarzalny klimat, który (mam nadzieję) uwidoczniłam choć trochę na poniższych zdjęciach.


W niemal każdym filmie noir pojawia się postać femme fatale. Wspominana już Lauren Bacall, Rita Hayworth, Barbara Stanwyck czy Veronica Lake to chyba najbardziej znane aktorki wcielające się w wytrawne uwodzicielki doprowadzające mężczyzn do zguby. No cóż, ja sama niewiele z famme fatale mam wspólnego, więc ten nieadekwatny do owej roli uśmiech na ostatnim zdjęciu chyba nie jest przypadkowy. ;)
 

Jestem ciekawa, czy ktoś wśród Was jest miłośnikiem kina noir?
Jeśli tak, może polecicie coś wyjątkowo dobrego do obejrzenia?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...