czwartek, 27 grudnia 2012

Świątecznego sprawozdania ciąg dalszy...

Święta już za nami... Był to dla mnie czas pełen magii i rodzinnego ciepła. Udało mi się wyzdrowieć, kupić (w ostatniej chwili) prezenty, pomóc w przygotowaniach i uroczyście spędzić te trzy dni. Zgodnie z obietnicą pochwalę się Wam prezentami, jakimi zostałam obdarowana. W tym roku święty Mikołaj idealnie trafił w mój gust. Zresztą sami zobaczcie. :)

Zgodnie z moimi przewidywaniami pod choinką znalazły się Agnes Grey Anne Brontë oraz Anna Karenina Tołstoja. Teraz dumnie stoją na półce i niebawem zabieram się za ich lekturę. Nie spodziewałam się za to, że dostanę Midwinter Graces - płytę Tori Amos. Tradycyjnie sprezentowano mi także perfumy. :) Tym razem cytrusową mieszankę z Yves Rocher + tusz do rzęs z tej samej firmy. Święty Mikołaj położył  pod choinką także kolejny już sznur uwielbianych przeze mnie perełek. 



Nie obeszło się także bez świątecznych filmów. Moim numerem jeden bezapelacyjnie jest Love Actually. Po prostu uwielbiam wątek premiera i Natalie oraz Jamiego i Aurelii. Zapewne wiecie dlaczego. :) Nie zabrakło także Kevina i Pretty Woman. Najbardziej rozbawiło mnie spore zainteresowanie taty filmem Zakochana Jane. W połowie seansu zapytał - "Czy to ona napisała tą całą Dumę i Uprzedzenie?" Haha, uwielbiam swoich rodziców.

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszą notatkę. 
Trzymajcie się!