poniedziałek, 30 grudnia 2013

Co koniecznie muszę przeczytać w 2014 roku?

W tym roku udało mi się przeczytać niewiele, bo tylko dwadzieścia książek (jeśli mam liczyć tylko te pozycje, po które sięgnęłam z własnej nieprzymuszonej woli). W 2014 roku stawiam sobie większe  wyzwanie. Doszłam do wniosku, że za dużo czasu marnuję na bezproduktywne przeglądanie internetu, a przecież mogłabym sięgnąć wówczas po kawałek literatury. Tak więc zrobiłam sobie na dobry początek plan minimum książek, które przeczytam w nadchodzącym roku.


Coś z tych tytułów czytaliście? Polecacie czy odradzacie? A może zaproponujecie coś jeszcze?

piątek, 29 listopada 2013

Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu - parę słów o książce

Na tę książkę polowałam już przez długi czas. O powieści autorstwa Juliet Grey dowiedziałam się prawie dwa lata temu i odtąd czekałam z niecierpliwością na moment, kiedy to cudo ukaże się w Polsce. Maria Antonina to zdecydowanie najbliższa mi postać historyczna. W gruncie rzeczy, sama nie wiem dlaczego akurat ona... Bądź co bądź, to postać XVIII-wiecznej królowej Francji, obok powieści Jane Austen zapoczątkowała moje zainteresowanie wcześniejszymi epokami. Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu jest już ( a może dopiero!) trzecią pozycją poświęconą Antoinette, którą dane mi było przeczytać. I mam nadzieję, że nie ostatnią (choćby dlatego, że owa książka jest pierwszą częścią trylogii o dziejach królowej). Jako osoba "w temacie" miałam wobec niej spore oczekiwania i powiem Wam, że wcale się nie zawiodłam!


"Niech inne kraje prowadzą wojny, a ty, szczęśliwa Austrio, żeń się" - Oto motto cesarzowej Austrii, Marii Teresy. Dotyczyło ono w szczególności Marii Antoniny, która w wieku zaledwie czternastu lat poślubiła dwa lata starszego delfina Francji, Ludwika XVI. Sama powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Maria Antonina jest rozbrykaną dziesięciolatką, która najchętniej całe dnie spędzałaby wraz z swoją ukochana siostrą Karoliną. Toinette ma sto pomysłów na minutę, jest nieskora do nauki, ale za to posiada szlachetne serce i urok osobisty, który wiedziała jak wykorzystać. Dzieciństwo przyszłej delfiny niestety trwa krótko, musi raz na zawsze opuścić Austrię i dopełnić swojego obowiązku wobec matki i kraju - zostać królową Francji. Czeka ją proces całkowitej przemiany - z niesfornej dziewczynki ma stać się pełną godności młodą władczynią. Aby podołać takiemu zdaniu, Maria Antonina musi wykazać się silnym charakterem, stanowczością, a nieraz też przebiegłością...

Jean-Étienne Liotard - Archduchess Marie Antoinette of Austria (1762)
Bardzo przypadł mi do gustu język, jakim posługuje się autorka. Bez archaizmów, ale jednak dający do zrozumienia czytelnikowi, że akcja toczy się w XVIII wieku. Świetnym pomysłem było pozostawienie pojedynczych słów bądź zdań w oryginalnym brzmieniu. To jeszcze bardziej przywoływało ducha epoki i pozwalało wczuć się w klimat najpierw austriackiego, potem francuskiego dworu - pełnego konwenansów i... intryg.

Narracja pierwszoosobowa, jest moim zdaniem także bardzo trafionym zabiegiem. Dzięki temu jesteśmy w stanie głębiej poznać główną bohaterkę, spoglądać na wszystkie wydarzenia okiem samej Marii Antoniny, dodajmy - okiem coraz dojrzalszym, coraz więcej rozumiejącym. Toinette nie da się nie lubić, przynajmniej w tej książce. Okazuje się być bardzo bystra, za wszelką cenę chce odnaleźć się w całkowicie nowej sytuacji. Wykazuje upór i silną wolę choćby w relacji z Ludwikiem, którego nieśmiałość i słabość charakteru nie sprzyjała małżeństwu. To także dziewczyna z krwi i kości, która chce być kochana, lub chociażby akceptowana, czy to przez francuski dwór, czy poddanych.

Muszę przyznać, że Juliet Grey należą się owacje na stojąco. Potrafiła bardzo umiejętnie przeplatać fakty historyczne z fikcją literacką w taki sposób, żeby nie zanudzić czytelnika, ale także nie wciskając mu przysłowiowego kitu z racji tego, by było ciekawie. Maria Antonina na kartach jej powieści po prostu żyje. Autorka naprawdę zna się na rzeczy, widać, że posiada ogromną wiedzę na temat Antoinette.
Serdecznie polecam Wam tę książkę, nawet jeśli nie pasjonuje Was historia. Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu to po prostu kawałek dobrej literatury. Gwarantuję, że czas z nią spędzony nie będzie czasem zmarnowanym. Wręcz przeciwnie - możemy dowiedzieć się czegoś więcej o postaci Marii Antoniny, ale także przeczytać powieść, do której z pewnością nie raz będziemy chcieli wrócić.

Original: Becoming Marie Antoinette
Wydawca: Bukowy Las
Data wydania: 1.02.2013
Ilość stron: 392 
 
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.
http://bukowylas.pl/

sobota, 19 października 2013

Literatura kobieca - czyli co między innymi kryje się w mojej biblioteczce

Czytam przeróżne książki: biografie, romanse, klasyki, kryminały gangsterskie, od czasu do czasu fantastykę. Jednak najważniejsze miejsce w moim sercu zajmuje szeroko pojęta literatura kobieca. Jeśli mam sobie kupić jakąś książkę, to na 90% będzie to klasyka romansu, bądź powieść historyczna z choćby malutkim wątkiem romantycznym. Może głupio się do tego przyznać, ale bardzo często oceniam książki po okładce. Lubię kiedy moja zdobycz ładnie prezentuje się na półce, gdy jest pewnego rodzaju ozdobą. Uwielbiam przeglądać skarby ze swojej biblioteczki, wąchać je (czy tylko ja tak mam, że uwielbiam ten charakterystyczny zapach?) i szczerze mówiąc, najlepiej nikomu nie pożyczać ( a nuż ktoś poniszczy - bo takie sytuacje niestety mi się zdarzały, kiedy rozdawałam swe książki na prawo i lewo). Dziś więc chciałabym pokazać Wam tę najbardziej kobiecą i romantyczną część mojego małego księgozbioru.

 Za każdą książką z mojej biblioteczki kryje się pewna historia. Pamiętam chwile, które towarzyszyły mi przy kupnie danej powieści, czy momenty, w trakcie których ją czytałam. Dumę i Uprzedzenie podarowała mi kiedyś mama. Dzieło Jane Austen zapoczątkowało moją miłość do klasyki romansu, ukształtowało w pewien sposób moją wrażliwość i gust. Nigdy nie zapomnę wakacyjnych dni z Emmą, czy przedmaturalnych prób odstresowania się z Panią Bovary w ręku. Każda książką jest dla mnie wspomnieniem pewnego etapu w moim życiu - tych bardziej, bądź mniej ważnych chwil.

Nie zawsze znajdujemy czas, by czytać to, na co mamy ochotę. Niestety. Dlatego z utęsknieniem czekam na chwilę, kiedy studenckie podręczniki będę mogła zamienić na Annę Kareninę (którą dostałam na Boże Narodzenie, zaczęłam czytać w czerwcu i męczę ją do dziś...), czy Niebezpieczne Związki, w których utknęłam gdzieś tak w połowie.


A tutaj widzicie, moi drodzy, wysypisko harlequinów i romansidełek wszelakich. Książki te mają dla mnie wartość czysto sentymentalną. Pamiętam ten dzień, kiedy dostałam na urodziny od koleżanek z klasy Rebelię Nory Roberts i cieszyłam się jak głupia (swoją drogą - zupełnie nie wiem dlaczego, bo książka jest naprawdę przeciętna). Bezcenne wspomnienia mam też odnośnie powieści Gaelen Foley. Często wspominam te zimowe, długie wieczory, kiedy leżałam w łóżku z grypą i jedynym pocieszeniem był kubek gorącej herbaty oraz perypetie pana X z panną Y. Banalne do bólu, ale jakże poprawiające humor i beztroskie.


Wszystkie książki, które widzicie poniżej (prócz Tajemnego dziennika Marii Antoniny) kupiła moja mama. Szczerze zaciekawiła mnie powieść Danielle Steele - Wieści z Wietnamu. To historia korespondentki wojennej przeplatana licznymi romansami. Natomiast Ryzykantka Amandy Quick była jedną z moich pierwszych książek, gdzie akcja dzieje się w czasach wiktoriańskich. Stanowiło to dla mnie nowość, więc zapewne dlatego powieścidło te zostawiło znaczny ślad w mojej pamięci. Mogę nawet rzec, że Ryzykantka jest godna polecenia, jeśli szukacie jakiejś lżejszej lektury.


Jednym z najciekawszych romansów, jakie dane było mi przeczytać, była z pewnością Leonia Elizabeth Adler. Tak mi się spodobała, że nawet napisałam o niej parę słów na blogu. A to u mnie rzadkość jak zapewne zauważyliście. :P Wspaniałą, naprawdę fantastyczną lekturą okazała się także powieść Barbary Taylor Bradford - Kobiety Jego Życia. Jest to historia mężczyzny żydowskiego pochodzenia, którego losy śledzimy od dzieciństwa. Wątek mający miejsce podczas drugiej wojny światowej nie dawał mi o sobie zapomnieć przez kilka dni. Naprawdę, wciągające! W mojej biblioteczce oczywiście nie może zabraknąć naszej ukochanej Bridget Jones. Wylicytowałam ją za parę groszy na allegro i miałam radochę na długi czas.


Chyba już dość pisaniny na dziś. Ja jakoś się trzymam, Benek też - jak widzicie ma na okrągło pełen chillout i spogląda z oburzeniem, że ktoś śmiał go obudzić. ;) Tak na marginesie, zastanawiałam się nad zmianą szaty graficznej na blogu. Idą chłodne dni, raptem zima nam się pojawi. Może chcecie powrócić do jakichś przytulniejszych klimatów? Czy wolicie zostać przy klasycznej bieli? Piszcie co myślicie na ten temat, przecież ten blog jest dla Was. :)


środa, 2 października 2013

50 faktów o mnie

Nie mam dziś żadnego konkretnego pomysłu na notkę, więc zaserwuję Wam pięćdziesiąt przypadkowych informacji o mnie. Bardzo miło mi się czytało posty tego typu na innych blogach, więc może moja lista też kogoś zaciekawi... :)

1. Moje ulubione marki, jeśli chodzi o modę to Dior i Elie Saab.
2. Uwielbiam pierogi ruskie i pomidorówkę mojej mamy.
3. W czasach liceum byłam w klasie o profilu plastycznym.
4. Często wącham męskie perfumy.
5. Boję się żab, jaszczurek i myszy. Brr...
6. Zawsze miałam (i nadal mam) świetny kontakt z rodzicami, nigdy się przeciwko nim specjalnie nie buntowałam.
7. Mam młodszą o cztery lata siostrę.
8. Jestem totalnym introwertykiem.
9. Moją muzą jest francuska piosenkarka Mylène Farmer. Jej twórczość jak i sama osobowość stanowią dla mnie źródło nieustających inspiracji, o czym opowiadałam w tej notce.
10. Jestem bardzo samokrytyczna, i to od dzieciństwa.
11. Cechuje mnie też (niestety) straszna wybredność jeśli chodzi o mężczyzn.
12. Pierwszego kota dostałam w wieku trzech lat. Miał na imię Brudas (tak, był calutki czarny).
13. Jestem oszczędną osobą.
14. Ale uwielbiam otaczać się pięknymi przedmiotami. Jeśli coś mi się naprawdę spodoba, muszę to mieć!
15. Zawsze byłam typową córeczką tatusia.
16. Często przed wyjściem z domu sprawdzam po kilka razy, czy spakowałam do torebki portfel, klucze i telefon.
17. Mam słabość do typowo babskich filmów i książek.
18. Jestem dość staroświecką osobą. Czasami moja mama wydaje się być nowocześniejsza ode mnie.
19. W przyszłości jeśli będę miała córkę, nazwę ją Blanka, a syna Artur.
20. Uwielbiam spokój i chwile, kiedy nikt nic ode mnie nie chce.
21. Lubię czystość i porządek. Niepozmywane naczynia albo brudna podłoga to coś czego nie znoszę.
22. Kiedy łapię przysłowiowego doła, otulam się kocem, włączam muzykę albo zaczynam coś czytać.
23. Jestem bardzo wrażliwa na krzywdę ludzi i zwierząt.
24. Łatwo mnie zranić, w dodatku jestem bardzo pamiętliwą osobą.
25. Potrafię tańczyć mając na sobie 14-centymetrowe obcasy (aż sama się sobie dziwię :P)
26. Jestem alergikiem. Mam uczulenie na kakao(!), seler i różne pyłki.
27. Nie cierpię hip-hopu i związanej z nim subkultury (dresiarze itd).
28. Unikam ludzi ograniczonych i prostackich. Najzwyczajniej w świecie nie mam z nimi o czym rozmawiać.
29. Cieszę się jak dziecko, kiedy upoluję coś fajnego w ciucholandzie.
30. Byłam wieki temu na koncercie rockowym. Podczas tańczenia pogo wywróciłam się zdzierając sobie kolano (najzabawniejsze było to jak kilku metalowców rzuciło mi się na pomoc :D).
31. Bardzo często nie potrafię odmówić, jeśli ktoś mnie o coś prosi.
32. Lubię rozmyślać i rozmawiać na tematy duchowe i egzystencjalne.
33. Jestem bardzo wrażliwa na piękno przyrody, muzykę i sztukę ogółem.
34. Marzę o podróży do Japonii, chciałabym też mieszkać przez kilka lat na prowincji w Anglii.
35. Jako dziewczątko pragnęłam, żeby mieć na swoim ślubie taką samą suknię jak Czarodziejka z Księżyca.
36. Nienawidzę kaszy gryczanej, kotletów mielonych i pieczarek! Oraz surowej czerwonej papryki. Fuj, ble...
37. Jako dziecko oglądałam z rodzicami Benny'ego Hilla, za to nikt w mojej rodzinie nie lubił Jasia Fasoli. :P 
38. Mam bardzo szczupłe i małe stopy (rozmiar 36, w niektórych butach nawet 35).
39. Nigdy nie maluję paznokci na inny kolor niż blady róż (okazjonalnie czerwony).
40. Brzydko śpiewam. 
41. Przez 10 lat uczyłam się j. niemieckiego.
42. Czasami mam wrażenie, że to mój kot rządzi mną, a nie ja nim.
43. Przed ważnym egzaminem albo spotkaniem lepiej do mnie nie podchodzić, jestem wówczas bardzo nerwowa.
44. Jestem uzależniona od zielonej herbaty. Nigdy też jej nie słodzę.
45. Moje ulubione barwy to: czarny, biały, popielaty róż oraz tzw. kolor nude. Nie lubię pomarańczowego i żółtego.
46. Brzydzę się kłamstwem. Wolę gorszą prawdę, niż piękne oszustwa. Także bardzo często 'walę prosto z mostu'.
47. Jako dziecko obgryzałam paznokcie.
48. Nie umiem grać na żadnym instrumencie, jestem muzycznym antytalenciem.
49. Mam bardzo rozległy gust muzyczny - od muzyki klasycznej po różne hipsterskie badziewia. Nie zdzierżę jedynie hip-hopu, techno, disco polo i większości tego co leci w radiu. Prawie wcale nie słucham polskich wykonawców.
50. Chciałabym otworzyć kiedyś sklepik z drobiazgami w stylu vintage i retro. :)

wtorek, 24 września 2013

Jaki powinien być współczesny gentleman? - Panowie odpowiadają

Gentleman - mężczyzna, który stale wygląda na tak grzecznego, jak bywa czasami. Grace Kelly

Zastanówmy się, jak często narzekamy na brak prawdziwych gentlemanów we współczesnym świecie. Wzdychamy do czasów, kiedy to mężczyźni traktowali kobiety z kurtuazją, byli eleganccy i dostojni. Tęsknimy do takich Darcych, Thornotów, czy innych bohaterów klasycznych powieści. No właśnie, a jaki powinien być dzisiejszy gentleman? Czy jeszcze takowi istnieją? Postanowiłam przeprowadzić pewien eksperyment i oddać głos w tej sprawie facetom.


Rozesłałam więc do kilku panów wiadomość z pytaniem o współczesnego gentlemana. Niektórzy z nich byli bardzo zaskoczeni i długo zastanawiali się na odpowiedzią. Dwóch ankietowanych zasugerowało, że jest to pytanie bardziej do kobiet (tak, tak... my wiemy czego oczekujemy od mężczyzn, dlatego też by było ciekawiej, zwróciłam się z tym do nich samych). Bądź co bądź każdy zapytany (gentleman?) postanowił podzielić się z nami swoją refleksją na ten temat.

  • Dzisiejszy gentleman ma być wykształcony i obyty. Musi posiadać wysoką kulturę osobistą i własne zdanie na wiele tematów, a także rozeznanie w kulturze i sztuce. Powinien też pytać kobietę o to, co lubi. 

  • Przede wszystkim jestem tradycjonalistą. Uważam, że współczesny dżentelmen nie powinien się zbytnio różnić od tego sprzed lat stu. Modne dziś uwspółcześnianie dawnych zasad z reguły ma na celu ich złagodzenie, zrezygnowanie z nich, czy przyzwolenie mężczyznom na zniewieścienie. Nie tak to powinno wyglądać. Musimy się godzić ze zmianami jakie następują w otaczającym nas świecie, dlatego do poradników savoir-vivre'u należy dodać rozdział o komórkach, e-mailach i netykiecie, jednak nie oznacza to, że możemy pozwalać sobie na więcej. Zarówno sto lat temu, jak i pięćset lat temu dżentelmen opluty wyzwałby plującego na pojedynek. Dzisiaj próbuje się ludziom wmawiać, że dżentelmen taką ślinę by wytarł i udał, że to deszcz. Wydaje mi się, że to wszystko jest winą egalitaryzmu.

  • Dziś, kiedy feminizm mamy na porządku dziennym, czasem ciężko jest być dżentelmenem. Niektóre typowo dżentelmeńskie zachowania wobec kobiet są odbierane przez nie jako atak na ich niezależność i samodzielność. Przekonałem się o tym na własnej skórze...

  •  Jeśli chcesz być gentlemanem, musisz być mężczyzną honorowym, odważnym i uczciwym. Powinieneś znać swoją wartość i być człowiekiem kulturalnym. Gentleman powinien mieć pojęcie o tym, co się dzieje na świecie i potrafić się odpowiednio do tego ustosunkować, nie tracąc przy tym swej rycerskości. Nie jest to proste zadanie, ale uwierzcie, że warto być gentlemanem. 

  •  Myślę, że gentleman przede wszystkim powinien dbać, aby osoby przebywające w jego towarzystwie nie czuły się nigdy niekomfortowo, a optymalnie jest, jeśli czują się dobrze - przy czym nie może to być nigdy zachowanie nachalne.
  •  
  • Dżentelmen powinien dać do zrozumienia kobiecie, że może czuć się przy nim bezpiecznie, wykazywać zainteresowanie wobec jej potrzeb, być dla niej oparciem oraz troskliwym towarzyszem niezależnie od sytuacji. Osobiście uważam, że dżentelmenem nigdy nie będzie osoba uzależniona, przede wszystkim od alkoholu czy narkotyków. Musi to być mężczyzna powściągliwy i dystyngowany. 

Jak widać, ankietowani przeze mnie panowie dość rygorystycznie podchodzą do roli gentlemana w dzisiejszym świecie. A Wy, jakie macie zdanie w tej kwestii? Czy łatwo jest być gentlemanem w czasach, kiedy zaciera się granica między tym co męskie, a co kobiece?

czwartek, 19 września 2013


Tak, jestem tu z Wami już rok! Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego, że tak chętnie będziecie odwiedzać mój mały internetowy zakątek. Jestem miło zaskoczona! :) Okej, podziękowania może zostawię na koniec, bo jak zacznę się rozpisywać, to nie dotrzemy do kluczowego punktu dzisiejszego posta, czyli Urodzinowej Skrzynki Pytań! Przez ponad dwa tygodnie mogliście przesyłać do mnie swoje wiadomości, czas więc na odpowiedzi.

Monika: Jakie pytanie lub pytania zadałabyś właśnie poznanej osobie, żeby sprawdzić, czy macie podobny gust książkowy? 
Prawdopodobnie zapytałabym, czy wie kim jest Darcy lub Rochester. Jeśli odpowiedź brzmiałaby twierdząco, zadałabym pytanie odnośnie klasyków literatury angielskiej. W przypadku, gdy dana osoba wyraziłaby entuzjazm wobec takich autorów jak Austen, Bronte, czy też Wilde oznaczałoby to, że mamy podobny gust książkowy.

Eleonora:
Czego nauczyło cię prowadzenie bloga?
Systematyczności i wytrwałości. Bo jak już się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Na pewno też piszę lepiej niż w pierwszych miesiącach prowadzenia bloga. Zwracam większą uwagę na poprawność językową, staram się dbać o styl swojej wypowiedzi. Jednak wiem, że przede mną jeszcze bardzo długa droga do doskonałości. :)
Jaki jest twój ulubiony malarz/malarka/rodzaj sztuki?
To trochę ciężkie pytanie, bo sztuka zachwyca mnie niezależnie od gatunku. Bardzo cenię sobie twórczość Johanny Öst. Jej prace są subtelne i pełne wdzięku oraz delikatności. Kiedyś przeżywałam fascynację obrazami Victorii Frances. Takie mroczne malowidła z pięknymi kobietami, ale bardzo precyzyjnie wykonane. Z wielkich malarzy od zawsze intrygował Salvador Dali. Jego przepełnione symboliką dzieła np. Sen spowodowany lotem pszczoły są nie mniej szalone niż sam artysta. Jest jeszcze jedna malarka, którą uwielbiam zawodowo jak i prywatnie - Basia Adamczyk, której prace możecie zobaczyć tutaj.
Czemu nie widzieliśmy nigdy na blogu twojego zdjęcia? ;)
Bo Lady Lukrecja to tajemnicza dama. :) A tak poważnie, nigdy nie uważałam wstawiania swojego zdjęcia za coś koniecznego. Chociaż jeśli będziecie chcieli, może kiedyś Wam się ujawnię. ;)

Porcelana: Chciałabym wiedzieć, jak wyglądasz, bo gdy czytam blogi, lubię przyporządkować tekst do twarzy blogera ;) Kiedyś tam już o to pytałam i wiem, że nie chcesz dawać zdjęcia (i to w sumie rozumiem), ale może jakiś opis lub rysunkowy autoportret?
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak odrobinę uchylić rąbka tajemnicy. :) Jestem drobną brunetką o szaro - niebieskich oczach, mam długie, brązowe włosy, mały pieprzyk na lewym policzku i podobno bardzo ładny uśmiech. :)

Metropholis:
Skąd Twoja fascynacja minioną epoką XIX w. i klasykami typu "Duma i uprzedzenie", "Jane Eyre" itp? Od zawsze lubiłaś takie historie czy przyszło to z czasem?
Kiedyś moja mama kupiła pewną książkę. Powiedziała, że jest to wspaniała powieść i muszę ją przeczytać. Tak, chodzi o Dumę i Uprzedzenie, która zapoczątkowała moje zainteresowanie XIX wiekiem. Jestem świadoma tego, że życie w tamtych czasach nie było tak kolorowe jak w powieściach Jane Austen. Ludzie umierali nawet przez zwykłe przeziębienie, ciągle toczono jakieś wojny, z higieną też różnie bywało. Ale tamte czasy miały jedną, ogromną zaletę - powszechny był wówczas szacunek do drugiej osoby. Relacje damsko-męskie opierały się na zupełnie innych wartościach, związki były trwałe, ludzie potrafili być ze sobą do końca życia i uczyć się siebie nawzajem.
Gdybyś przez jeden dzień mogła być bohaterką którejś ze swoich ulubionych powieści, kto by to był i dlaczego właśnie ona?
Muszę chyba znów odwołać się do Dumy i Uprzedzenia. Lizzy Bennet była sympatyczną i inteligentną osóbką, nie doświadczyła w życiu jakichś wielkich nieszczęść, miała dużą rodzinkę i wspaniałego męża (w dodatku bogatego :P), więc jeśli miałabym możliwość, wskoczyłabym na karty powieści zamiast niej.
Każdy człowiek ma w życiu jakieś marzenie i pragnie jego spełnienia. Czy któreś z Twoich marzeń ziściło się kiedyś i jeśli tak, to czy Ty dążyłaś do urzeczywistnienia go czy może był to zwykły przypadek? Sądzisz, że w kwestii marzeń warto brać sprawy w swoje ręce, czy może czekać, aż los sam się do nas uśmiechnie?
Dawno temu marzyłam o tym, żeby mieć całą kolekcję 47 książek z serii Saga o Ludziach Lodu. Pewnego dnia znajoma mojej mamy przyniosła mi wszystkie tomy, bo jej były już niepotrzebne i tylko leżały na strychu. Nawet nie wiecie jak byłam zaskoczona i ile mi to sprawiło radości. Generalnie myślę, że warto działać, by urzeczywistnić swoje marzenia, ale trzeba mieć na uwadze to, że nie na wszystko mamy wpływ.

Ania: Czy zdarzają Ci się „smutne dni”, a jeśli takie są to w jaki sposób sobie z nimi radzisz?
Oczywiście, że tak. Każdy człowiek ma w swoim życiu gorsze dni. Ja jako typowy introwertyk w takich chwilach potrzebuję samotności i wyciszenia. Włączam sobie jakąś nastrojową muzykę, zaczynam oglądać film, czytam książkę albo biorę relaksującą kąpiel. Ewentualnie sprzątam w domu lub rzucam się w wir pracy, wtedy przestaję koncentrować się na problemach.

Magda: Jaka sytuacja/wypowiedź/komentarz sprawiły Ci największą przyjemność na blogu lub w związku z blogowaniem? 
Każdy komentarz (oprócz tych w stylu Hej, fajny blog, zapraszam do mnie!) sprawia mi przyjemność. Bardzo lubię rozmawiać ze swoimi czytelnikami, z kilkoma mam nawet stały kontakt. Jedna dziewczyna napisała mi kiedyś bardzo miłego maila, w którym sugerowała, że to dzięki mnie zaczęła czytać XIX-wieczne powieści i poznała mnóstwo wspaniałej muzyki. Wtedy poczułam, ze to co robię może faktycznie dawać ludziom radość.

Tirindeth:
Jaką postacią historyczną chciałabyś być i dlaczego? (poza Marią Antoniną ewentualnie :P) 
Powiem Wam, że chyba żadną, włącznie z Maria Antoniną. Wszystkie kobiety z dawniejszych epok, które mnie fascynują, nie miały łatwego życia. Antoinette, Sissi, czy nawet Anna Boleyn skończyły tragicznie. Żadna z nich pomimo bogactwa, chwil namiętności i sławy nie zaznała w życiu ciepła domowego ogniska i prawdziwego szczęścia. Wolałabym być jakąś zwykłą szlachcianką i żyć sobie spokojnie w uroczym dworku z rodziną, to by mi wystarczyło.
Jak widzisz siebie za 10 lat? To znaczy, czy uważasz, że Twoje hobby będzie miało przełożenie na Twoją przyszłość - w tym także zainteresowania związane z dalszymi czasami?
Ciężko jest mi powiedzieć, co będę robić za dziesięć lat. To trudne pytanie. Jednakże myślę, że moja fascynacja historią będzie gdzieś tam się za mną ciągnęła przez całe życie. To jest już po prostu część mnie.
Opowiedz o tym, jaka fryzura Ci się podoba - jaki kolor włosów, jakie upięcie? (możesz też dodać fotki :P No i jaką Ty nosisz fryzurę :P) 
Oj, to rozległy temat. Podobają mi się przeróżne fryzury, ale mam pewną zasadę. Kolor włosów musi być naturalny. Jestem tradycjonalistką i moje poczucie estetyki zaburzają na przykład zielone albo fioletowe włosy, tak popularne u dzisiejszych nastolatków. Co do upięć, nie lubię wymyślnych wielkich koków, czy też włosów poskręcanych "na baranka". Podobają mi się fryzury na luzie i zarazem eleganckie, a nie wyglądające jak z wiejskiego wesela. Warto też sięgać po ponadczasową klasykę. Nigdy nie zapomnę własnej fryzury na studniówkę - miałam uczesanie a'la Julia Tymoszenko i całkiem ciekawie się w nim prezentowałam. Na co dzień noszę najczęściej rozpuszczone włosy z przedziałkiem po środku, czasami spinam je w kucyk lub wyprostuję (ale to już na na większe okazje).
________________________________________________________________________________________________

Uff, to już chyba wszystko. Teraz chciałabym przejść do krótkiego podsumowania całego roku. Nie będę Was zanudzać szczegółowymi statystykami, bo nie oszukujmy się - mało kogo to obchodzi. ;) Przez dwanaście miesięcy udało mi się napisać ponad 60 notek, które spotkały się z Waszym zainteresowaniem. W sumie pojawiło się ponad 1000 komentarzy i 115 obserwatorów, co mnie niezmiernie cieszy! Ciekawym doświadczeniem był też wywiad u Tirindeth, której ogromnie dziękuję za entuzjazm wykazywany wobec mojego bloga. Chciałabym każdego z Was osobno ucałować - za to, że jesteście ze mną. Bez Was to wszystko nie miałoby sensu. :)

poniedziałek, 16 września 2013

10 najważniejszych książek mojego życia

Nie od dziś wiadomo, że literatura ma ogromny wpływ na ludzi. Kształtuje nas, pomaga w wyrobieniu własnego światopoglądu, gustu i smaku. Dziś przybywam do Was z zestawieniem dziesięciu książek, które były dla mnie lekturami przełomowymi i w pewien sposób zmieniły coś w moim życiu.


Tajemniczy Ogród  (Frances Hodgson Burnett)
Myślę, że ta lektura z dzieciństwa ukształtowała moją wrażliwość. Pamiętam, że podobała mi się bardziej od Ani z Zielonego Wzgórza, którą zachwycały się wszystkie moje koleżanki. Tajemniczy Ogród to była pierwsza książka, przy której się wzruszyłam i poczułam więź z jej bohaterami. Zachęciła mnie do czytania dla przyjemności, a nie tylko z przymusu i szkolnego obowiązku. Miałam też okazję oglądać przedstawienie teatralne na podstawie tej powieści - przez cały spektakl myślałam głównie o tym, żeby się chociaż nie rozpłakać. Bo uczuciowy dzieciak ze mnie był.
Pamiętnik Księżniczki  (Meg Cabot)
To była chyba pierwsza książka jaką czytałam, gdzie była mowa o całowaniu, a nawet o seksie! Oczywiście w delikatny sposób... ;) Losy Mii Theromopholis - księżniczki z rodu Grimaldich i jej przyjaciół towarzyszyły mi podczas lat nastoletniego buntu. Bardzo przeżywałam wszystkie wzloty i upadki w związku głównej bohaterki i jej chłopaka (sama skrycie o takim marzyłam). Przeczytałam wszystkie części tego cyklu, a nawet prowadziłam sekretny pamiętnik, gdzie opisywałam swoje wrażenia po skończeniu danego tomu! Ech, dawne czasy...
Duma i Uprzedzenie (Jane Austen)
Czyli książka, która zapoczątkowała moją fascynację XIX wiekiem. Jane Austen przeniosła mnie w zupełnie inny świat, który porwał mnie całkowicie. Od tego czasu pan Darcy stał się moim ideałem mężczyzny, a Anglia krajem, który koniecznie muszę odwiedzić, a najlepiej w nim zamieszkać, chociaż na parę lat. :) Perypetie miłosne sióstr Bennet były dla mnie czymś zupełnie nowym i zadziwiającym. Podczas czytania myślałam więc sobie - "Hm... tez tak bym chciała. Szkoda, że nie urodziłam się w XIX wieku".

Dziwne Losy Jane Eyre (Charlotte Bronte)
Zdecydowanie moja ulubiona XIX-wieczna powieść! Dzieło Charlotte Bronte wywołało u mnie cała gamę emocji: współczucie, wzruszenie, radość, gniew... mogłabym długo tak wymieniać. Już od pierwszych stron książki czułam ogromną wieź z Jane. Była ( i jest) dla mnie niczym najlepsza przyjaciółka. Ona i Rochester stworzyli niezapomniany obraz dwojga ludzi z krwi i kości, posiadających swoje wady i zalety. Bez zbędnego lukru Bronte napisała najpiękniejszą, najbardziej wzruszającą historię miłosną, jaką kiedykolwiek czytałam.

Portret Doriana Graya (Oscar Wilde)
Ach! Ta powieść jest prawdziwą uczta dla miłośników literatury, a zarazem kopalnią fenomenalnych cytatów. Wilde, od zawsze kontrowersyjny zresztą, uwiódł mnie całkowicie swoim wyszukanym słownictwem, umiejętnością budowania napięcia, no i fabułą książki! (Nie pożałowałam nawet pieniędzy, żeby kupić sobie najnowsze wydanie z Benem Barnesem na okładce :P). Portret Doriana Graya to wspaniała powieść psychologiczna, ukazująca najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Oscar, mistrzu mój, muszę sięgnąć po resztę Twoich dzieł!
Ojciec Chrzestny (Mario Puzo)
Niektórzy dziwią się, jakim cudem taka osoba jak ja, może czytać książki o mafii - pełne okrucieństwa i przemocy, niekiedy wulgarne. Dziwnym trafem powieści i filmy o tematyce gangsterskiej należą do moich ulubionych. Szczególnie cenię sobie twórczość Maria Puzo. Najsławniejszą i zarazem moją ulubioną powieścią jego autorstwa jest rzecz jasna Ojciec Chrzestny - książka, która wciągnęła mnie doszczętnie i sprawiła, że przeniosłam się na parę dni w zupełnie inną rzeczywistość. Przez wszystkie godziny spędzone z tym dziełem czułam dreszczyk emocji. Jest to piękna, bardzo dobrze napisana powieść o miłości, przyjaźni, zdradzie i nienawiści. Nie da się jej zapomnieć.
Lolita (Vladimir Nabokov)
Zaciekawienie, zdumienie, zniesmaczenie i w końcu pewnego rodzaju współczucie. To mniej - więcej odczuwałam podczas czytania Lolity. Mniej - więcej, bo żadne słowa nie oddadzą emocji, jakie wywołuje ta książka. Nabokov oczarował mnie swoim słownictwem i pięknymi metaforami. Absolutny fenomen! Tą powieścią należy się delektować, zdanie po zdaniu, powoli... Aby pomyśleć, zrozumieć, poczuć. Lolita jednych odrzuca, drugich fascynuje. Ale na pewno nie jest to książka, wobec której można przejść obojętnie. Lolitę trzeba przeczytać, to absolutny literacki majstersztyk.
Ptaki Ciernistych Krzewów (





niedziela, 1 września 2013

Lana Del Rey - muzyczne objawienie czy komercyjna papka?

Mało kto w dzisiejszych czasach nie słyszał o Lanie Del Rey. Dla jednych jest muzyczną wyrocznią i ikoną stylu, dla drugich córeczką bogatego tatusia, której zachciało się robić karierę, w dodatku kłamczuchą. Słynie także z niekoniecznie naturalnej urody i zamiłowania do mody retro. Głos ma, ale oczywiście znajdą się też tacy, którzy twierdzą, że Lana śpiewać wcale nie umie. Bądź co bądź, Lana Del Rey jest dziś jedną z największych gwiazd muzyki, a ludzie chcą jej słuchać. Czy to tylko sprawa dobrego marketingu, czy piosenkarka rzeczywiście ma w sobie to coś?

Dobra, nie bądźmy naiwni. Nad wizerunkiem artystki czuwają dziesiątki ludzi, a cała machina pod tytułem Lana Del Rey jest nastawiona na sukces kasowy. Piękna retro otoczka, wymuskane teledyski i nutka melancholii z domieszka gangsterskiego szyku działa na kobiety. Na mnie też, najzwyczajniej w świecie kupiłam to. Na współczesnym rynku muzycznym brakowało kogoś takiego jak ona - osoby z klasą, melodramatycznej damy ubranej w stroje z lat 60-tych. Moda na retro powróciła, ludzie tęsknią za tym co było i stąd też popularność Lany. Dodajmy do tego świetne muzyczne aranżacje, niski zmysłowy głos wokalistki i cień tajemniczości wokół niej a sukces mamy w garści. Trzeba też zwrócić uwagę na teksty piosenek. Niby o miłości i pożądaniu, melancholie smuty, można by rzec. Czy coś takiego ma szansę się sprzedać? Tak, bo są to piosenki o wiele bardziej sensowne niż większość tego, co możemy usłyszeć w radiu. Ludzie słuchając Lany Del Rey mają wrażenie, że sięgają po coś z wyższej półki, po produkt luksusowy.

Sama piosenkarka wydaje się być inteligentną osobą. Jej nostalgiczne usposobienie wzbudza ciekawość. Artystka jako źródła swej inspiracji podaje m.in. Kurta Cobaina czy Thomasa Newmana, nawiązuje także do filmów Davida Lyncha (Blue Velvet). Generalnie Lana sprawia wrażenie kobiety mającej swój specyficzny, ale wyrafinowany gust. Nasuwa się więc pytanie - a może to tylko poza? Osobiście myślę, że nie. Przecież musi chociaż trochę lubić to co robi. Zarzuca się jej sztuczność, ale to tylko podgrzewa atmosferę wokół niej i działa na jej korzyść.

Nie będę Was zarzucać piosenkami Lany, bo jestem przekonana, że znacie chociaż kilka z nich i wiecie o czym mniej - więcej mówię. A jeśli nie, to odsyłam do YouTube, tam sobie pogrzebcie. Wracając do tego, za co cenię Lanę Del Rey, pierwsze co mi przychodzi na myśl to nastrojowość piosenek i teledysków. Weźmy sobie takie National Anthem, gdzie piosenkarka wciela się w rolę Jackie Kennedy. Przy końcówce teledysku kiedy pada strzał i słyszymy słowa And in that way I understood him and I loved him jestem już mokra od łez. Nie od dziś wiadomo, jak muzyka i obraz grają ludziom na emocjach, a Lana opanowała tą zdolność do perfekcji. Ja, jako miłośniczka retro dałam pannie Del Rey już na stracie plusa za sam styl. Jestem świadoma tego, że artystka nie jest ubrana 24 godziny na dobę w piękną kreację w stylu vintage, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Kiedyś na samym początku istnienia bloga pisałam o Lanie Del Rey, jednak notkę usunęłam, bo była strasznie słaba i praktycznie nic nie wnosiła prócz linków do piosenek. Ta dzisiejsza może też błyskotliwością nie powala, ale przynajmniej oddaje chociaż trochę mój stosunek do gwiazdy. Jestem ciekawa co Wy myślicie o Lanie? Zwykła celebrytka z botoksem w ustach czy może ktoś więcej?

sobota, 31 sierpnia 2013

Podsumowanie sierpnia

Sierpień był dla mnie miesiącem bardzo pracowitym, mimo to udało mi się znaleźć czas na drobne przyjemności. Tak więc dzisiejszy post będzie dotyczył głównie sierpniowych umilaczy. :)

Chciałabym zacząć od wyjazdu do pałacu w Kozłówce. Zachwycona pięknymi wnętrzami i możliwością fotografowania robiłam zdjęcia jak szalona. Niestety, nie mogę pokazać ich na blogu, bo fotografie obiektów muzealnych mogą służyć tylko na użytek własny, obowiązuje surowy zakaz ich upubliczniania. Ale powiem Wam, że jest tam naprawdę pięknie!


W sierpniu udało mi się przeczytać Dynastię Tudorów: król, królowa i królewska nałożnica autorstwa Anne Gracie, oraz Norwegian Wood Murakamiego. Owa książka zrobiła na mnie spore wrażenie, to moje pierwsze spotkanie z tym wielkim japońskim pisarzem i z pewnością nie ostatnie. W międzyczasie dobrnęłam do końca 50 twarzy Greya (ludzie, bardziej żenującej książki to ja w życiu nie czytałam), a teraz podczytuję sobie Ostatniego Dona Mario Puzo. Wiecie, mafia i te sprawy - bardzo lubię o dziwo takie klimaty, poza tym styl tego autora ogromnie mi się podoba. Puzo nigdy nie zawodzi.


Marzę o podróży do Japonii, ale jak na razie muszę zadowolić się podróżami co najwyżej do drogerii, by kupić kosmetyki pachnące krajem kwitnącej wiśni. Jestem ogromnie zadowolona z żelu pod prysznic z firmy Mariella Rossi, który zobaczyłam w Biedronce za dyszkę. Naprawdę polecam, tym bardziej, że zapach długo utrzymuje się na ciele, płynu jest sporo, no i to piękne opakowanie... z pewnością go nie wyrzucę, kiedy żel już się skończy. :)


A co oglądałam w sierpniu? Powiem Wam, że niewiele czasu poświęciłam na filmy czy seriale. Chcąc odpocząć i się "odmóżdżyć" skusiłam się na komedie romantyczne, które proponowała telewizja. Mało to ambitne, ale Pożyczonego narzeczonego, Masz wiadomość czy Moja dziewczyna wychodzi za mąż oglądałam z uśmiechem na ustach. W planach mam wyjście do kina na Blue Jasmine Woody'ego Allena. Film jakoś tak sympatycznie się zapowiada, trailer mnie zaciekawił, więc dlaczego nie? Humor "małego człowieczka w okularkach" (jak nazywa go moja mama) nie zawsze mnie śmieszy, ale czuję, że ten film mi się spodoba. A może Wy ostatnio coś fajnego widzieliście i polecacie?

Muzyka, która towarzyszyła mi przez ten miesiąc to wybuchowa mieszanka wszystkiego, czego dotychczas słuchałam. W ostatnich dniach znów zasłuchuję się w Mylène Farmer. Kobieta ma nieziemski głos i fascynującą osobowość. No tak... mogłabym o niej godzinami. Oprócz tego Bryan Ferry i Roxy Music. Znam ich piosenki od dziecka, bo moi rodzice uwielbiają pana Ferry'ego i jego zespół. Jeśli śledzicie mój fanpage na Facebooku to zapewne wiecie, że właśnie tam podrzucam linki do muzyki, której akurat słucham. Zachęcam więc do zaglądania na fejsbuczka wszystkich tych, którzy chcą być na bieżąco. 

Dziś jest także ostatni dzień na wysyłanie wiadomości do urodzinowej skrzynki pytań. Na chwilę obecną dotarło do mnie 12 pytań. Jeśli ktoś jeszcze chciałby dodać coś od siebie, ma na to czas do północy. :) Szczegóły TU.

środa, 24 kwietnia 2013

Podróże małe i duże

Kiedy pogoda zaczyna dopisywać, mam ochotę rzucić wszystko i gdzieś pojechać. Obojętnie, czy to będzie "dziadkowa" wieś, drugi koniec miasta, ciekawy zakątek naszego kraju, czy podróż za granicę. Przecież nieważne gdzie, ważne z kim i jak. :) Postanowiłam więc powspominać moją ubiegłoroczną wyprawę do Kazimierza Dolnego i okolic. Niby nic specjalnego, ale naprawdę miło spędziłam tam prawie tydzień. Ubolewam jedynie nad tym, że nie zabrałam ze sobą aparatu, wtedy mogłabym pokazać Wam inne miejsca, w których byłam. Także z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć, bo tak to jest, kiedy jednak chce się zrobić zdjęcie, a pod ręką jest tylko komórka... :)

 Pałac Czartoryskich w Puławach
Zamek w Janowcu
Dwór z Moniaków

W tym dworku czułam się niemal jak u siebie. Na powyższym zdjęciu mamy pokój Pani Domu z całym wyposażeniem. :) Bardzo spodobały mi się te pastelowe kolory, oraz nastrój panujący w pomieszczeniu. Niżej widzimy gabinet Pana Domu. Swoją drogą z chęcią podkradłabym mu biurko! :)


                                      A na koniec muzyczny Bonus - Claude Debussy i Rêverie 


 Miłego dnia! ♥

środa, 10 kwietnia 2013

Moje kosmetyczne dziwactwa i sekrety & Liebster Award

Jakiś czas temu zostałam zaproszona przez Eleonorę Amalię do zabawy w Moje kosmetyczne dziwactwa i sekrety. Przyznam, że dość długo zastanawiałam się nad tym, co napiszę. Po głowie krążyła mi myśl: przecież ja nie mam żadnych dziwactw... Potem zaczęłam mniej-więcej analizować swoje kosmetyczne zakupy oraz sposób ich używania. 
 No i olśniło mnie. Doszłam więc to takich wniosków:

1. Jestem kosmetyczną zakupoholiczką! Nie skończył mi jeszcze jeden balsam do ciała, a już kupuję już następny. Kiedy wejdę do drogerii chyba nie potrafię wyjść z niej z pustymi rękami.

2. Uwielbiam dostawać próbki kremów, podkładów, balsamów... a potem i tak ich nie wykorzystuję.

3. Moje kosmetyki oprócz tego, że mają być użyteczne, muszą ładnie wyglądać. Kocham fantazyjne opakowania. :) Podobnie perfumy w moim przypadku pełnią funkcję zarówno zapachową jak i dekoracyjną. :D Uwielbiam piękne buteleczki kuszące nie tylko zapachem, ale i wyglądem.

4. Nie cierpię olejków do ciała. Naprawdę, nie ma nic gorszego niż te uczucie tłustości po ich użyciu. Brr...

5. Nigdy, ale to naprawdę nigdy nie maluję paznokci na kolor czarny, niebieski, zielony itd. W sumie używam tylko cielistych barw, ewentualnie róż bądź odcienie czerwieni. Nie wiem czemu, ale strasznie mi się to nie podoba i zaburza moje poczucie estetyki. :D Nawet błękitne paznokcie budzą we mnie dziwną odrazę. Nie lubię także żadnych wzorków na paznokciach, o tipsach już nie wspominając. Staromodna jestem, cóż poradzić.

6. Lubię wąchać męskie perfumy. To tyle w temacie. :D

Do zabawy zapraszam:
http://teapotporcelain.blogspot.com/
http://kocur-bury-kocur.blogspot.com/
___________________________________________________________________________________________

Kolejny raz zostałam nominowana do Liebster Award, tym razem przez Kocura Burego z Mruczanek. :) Także nie pozostaje mi nic innego, jak odpowiedzieć na porcję pytań o wiele większą, niż kot by napłakał. :)

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

1. Jedna rzecz, którą byś w sobie zmienił(a)?
Chciałabym zaprzestać odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę.

2. W jakim okresie historycznym chciał(a)byś żyć?
 W XIX wieku, najlepiej jako żona bogatego lorda. :D Ewentualnie lata 50-60 XX wieku.

3. Ulubiona książka?
Dziwne Losy Jane Eyre, Portret Doriana Graya, Lolita, sentyment mam także do Sagi o Ludziach Lodu.

4. Gdybyś mógł/mogła spędzić jeden dzień ze znaną osobą (pisarz, muzyk, aktor itd.), kto by to był? I dlaczego właśnie ten człowiek?
Jest mnóstwo takich osób, naprawdę ciężko mi się zdecydować. Z pewnością chciałabym spędzić jeden dzień z Richardem Armitage. Facet jest naprawdę bardzo mądry i skromny, nie uderzyła mu woda sodowa do głowy, no i drogie Panie, chyba zgodzicie się ze mną, że wygląda niesamowicie. :) Myślę, że nawet sama kolacja przy świecach by mnie ucieszyła, a co dopiero cały dzień. :D

5. Smak Twojego dzieciństwa to?
Ruskie pierogi, które uwielbiam do dzisiaj, oraz szyszki z ryżu preparowanego. :)

6. Ulubiony zapach?
Zapach zielonej herbaty z dodatkiem suszonych truskawek

7. Za co lubisz nasz przaśny, słowiański kraj?
 Za to, że się w nim urodziłam i wychowałam. Mieszkali tu moi przodkowie, walczyli za ten kraj.

8. O co poprosił(a)byś złotą rybkę?
O umiejętność przemieszczania się w czasoprzestrzeni. :D

9. Co robisz w pochmurne dni?
W wolnej chwili przeglądam internet, piszę na blogu, oglądam jakiś film, albo wyleguję się w łóżku i czytam książkę. A kiedy nie mam na nic sił i ochoty najzwyczajniej w świecie bujam w obłokach.

10. Jakaś "zakazana przyjemność", coś, co lubisz robić, ale trochę głupio Ci o tym mówić?
Śpiewam podczas sprzątania, tzn. drę się na cały dom. :D

11. Najlepszy prezent jaki w życiu dostałeś/dostałaś?
Benuś, czyli ten wszechobecny na moim blogu mały biały futrzak.

Z racji, że już wcześniej brałam udział w Liebster Award i pociągnęłam za sobą do gry kilka innych osób, tym razem odpuszczam sobie nominowanie konkretnych blogów. Jeśli jednak ktoś jest chętny, to zapraszam do wspólnej zabawy. :)