środa, 24 kwietnia 2013

Podróże małe i duże

Kiedy pogoda zaczyna dopisywać, mam ochotę rzucić wszystko i gdzieś pojechać. Obojętnie, czy to będzie "dziadkowa" wieś, drugi koniec miasta, ciekawy zakątek naszego kraju, czy podróż za granicę. Przecież nieważne gdzie, ważne z kim i jak. :) Postanowiłam więc powspominać moją ubiegłoroczną wyprawę do Kazimierza Dolnego i okolic. Niby nic specjalnego, ale naprawdę miło spędziłam tam prawie tydzień. Ubolewam jedynie nad tym, że nie zabrałam ze sobą aparatu, wtedy mogłabym pokazać Wam inne miejsca, w których byłam. Także z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć, bo tak to jest, kiedy jednak chce się zrobić zdjęcie, a pod ręką jest tylko komórka... :)

 Pałac Czartoryskich w Puławach
Zamek w Janowcu
Dwór z Moniaków

W tym dworku czułam się niemal jak u siebie. Na powyższym zdjęciu mamy pokój Pani Domu z całym wyposażeniem. :) Bardzo spodobały mi się te pastelowe kolory, oraz nastrój panujący w pomieszczeniu. Niżej widzimy gabinet Pana Domu. Swoją drogą z chęcią podkradłabym mu biurko! :)


                                      A na koniec muzyczny Bonus - Claude Debussy i Rêverie 


 Miłego dnia! ♥

25 komentarzy:

  1. Jejku, zawsze marzyłam, żeby pojechać do Kazimierza, tam jest tak urokliwie! :)
    Zakochałam się w pałacu Czartoryskich! Jak tylko zobaczyłam to zdjęcie, od razu wyobraziłam sobie, jak cudownie byłoby tam mieszkać :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest urokliwie, potwierdzam. :) Do tego miejsca zawsze chce się wracać. Pałac jest przecudowny, niestety do środka nie mogłam wejść, ale nawet samo chodzenie po alejkach i dźwięk pluskania fontanny działa relaksująco. :)

      Usuń
    2. Mm, fontanna! Już się rozmarzyłam :D
      A dlaczego nie mogłaś wejść? Nie jest dostępny dla zwiedzających?

      Usuń
    3. Podobno jakiś remont był... Tak akurat trafiłam. :/

      Usuń
  2. Uwielbiam takie umeblowane dworki, zamki pałacyki i domy! Czuć w nich ducha dawnych mieszkańców ;) Z którego roku pochodzi wystrój dworu w Moniakowie, może wiesz? Bo te szpilki mi tam nie pasują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie butki też mnie trochę zadziwiły, w dodatku w takim "różowiastym" kolorze. :) Wydaje mi się, że to wystrój tuż sprzed pierwszej wojny światowej, chociaż nie jestem co do tego pewna.

      Usuń

    2. Hm, może te buty wsadzili, bo innych nie mieli ;) Ale przynajmniej kolor by zmienili! ;)

      Usuń
    3. Haha, nie mam pojęcia. :) Ale fajne jest to, że dworek pełni funkcję hotelu i można tu sobie przenocować. :>

      Usuń
  3. Byłam kiedyś w tej okolicy, ale dworu z Moniaków nie widziałam. Piękny pokój pani domu *_*
    Czy pałac Czartoryskich jest już otwarty? Bo za każdym razem, jak chciałam go zobaczyć od środka, był remont, mam nadzieję, że już się skończył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też trafiłam na remont! :( Mam nadzieję, że już się skończył, bo ile można...

      Usuń
    2. O matko, on jeszcze trwa? :/ Ja tam byłam ze 2 lata temu, jak zaczynałam prowadzić bloga! Może jak już w końcu go wyremontują, to będzie to najładniejszy pałac w Europie - zważywszy na czas, jaki pochłania renowacja, to kto wie :P

      Usuń
  4. U pana domu czułabym się wyśmienicie! Swoją drogą o takim kolorze zieleni marzyłam do sypialni... ale się nie udało, bo barwnik był zbyt jasny. Cóż, następnym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że jak wstawiałam dziś te zdjęcia na bloga, to ta zieleń ścian właśnie skojarzyła mi się z Twoim mieszkaniem? :) Poważnie! Ten gabinet jest rzeczywiście w typowo Twoim stylu. ;)

      Usuń
    2. Hahaha! No to obiecuję, że przy następnym malowaniu zieleń będzie dokładnie taka :D

      Usuń
  5. Byłam 2 lata temu w Puławach, specjalnie rezerwowałam tam nocleg, by zwiedzić pałac, park...
    Z dawnych XVIII-wiecznych wspaniałości księżnej Izabeli niewiele zostało. Też trafiłam na remont, ale zwiedziłam wnętrza. Na dole wystawa o Czartoryskich (ciekawa), a potem kilka sal (gotycka w remoncie, na podłodze były wiadra z farbą), wyjście na taras.
    Pałac został obrabowany, a większość zdobień, paradne wspaniałe schody zlikwidowana. Tu znajdował się w XIX w. Instytut Panien, a panny miały wychowywać się w skromności. By nie przewróciło im się w głowach wnętrza uczyniono skromniejszymi.
    Do parku nie miałam szczęścia, akurat parę dni wcześniej była wichura i powaliła wiele drzew. Domek Gotycki i Świątynia Sybilli w remoncie.
    Trzeba tam pojechać za kilka lat, gdy remont się skończy, a Puławy odzyskają dawny blask, choć w części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak nie ma barkowego przepychu... No cóż, pozostaje nam więc czekać na zakończenie remontu. :)

      Usuń
  6. W ogóle nie znam tych okolic, więc chętnie bym się tam wybrała. W ogóle jestem mocno niepocieszona, bo zapowiadany deszcz popsuł moje plany majówkowe... A miało być tak pięknie! No nic, muszę przynajmniej dorwać jakąś ksiązkę podróżniczą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam takie wyprawy :) W pałacu i Kazimierzu Dolnym miałam okazję być na wycieczce, ale o tym dworze nie słyszałam, a wygląda bardzo malowniczo! Może to takie zboczenie zawodowe (no, może jeszcze nie :P), ale od razu wyobrażam sobie, jak świetny można by tam nakręcić film :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dość dobrze znam zamki i pałace na Lubelszczyźnie i serdecznie polecam. Mam jednak kosmicznego pecha do zamku w Janowcu. Niby teoretycznie otwarty jest niemal ciągle, ale już 6 (!) razy trafiłam na moment, kiedy zamknięty był na cztery spusty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowne są te miejsca. Byłam w Kazimierzu, ale Puławy jakoś ominęliśmy. Szkoda. Wielka szkoda.
    Biurko fantastyczne. Marzy mi się takie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejny raz słucham tu sobie, jak kiedyś pięknie i właściwie ponadczasowo rozmarzył się Claude Debussy. Jak zawsze udzielają się te przyjemne, marzycielskie nastroje wyczarowane z surowego kontrastu kolorów fortepianowych klawiszy. Jakie możliwości rozmaitych konstrukcji wciąż otwartych dla wyobraźni... Dla wspomnień też, jak się okazuje.
    „Konstruuję” więc taką własną krainę harmonijnej subtelności, dobrych i znowu spokojnych myśli, które płyną sobie miękkim nurtem, przywołując obrazy kiedyś oglądanych miejsc. Minione podróże i wędrówki. Przede wszystkim ukochana muzyka, którą na szczęście również mogę dosłownie dotknąć rękami, składa mi te wspomnienia podróży różnych. Bliższych i dalszych, małych i dużych – jak to nazwałaś, LL. Dokąd powędrowałam z muzyką wklejoną w Twój post? Do ogrodów... Spacery po różnych ogrodach botanicznych, które odwiedziłam kiedyś lub chciałabym ponownie czy jeszcze zobaczyć. Trudno mi o nich nie myśleć i za nimi nie tęsknić, kiedy słucham „Reverie”. Obraz fontanny i pod wpływem komentarzy też w tej mojej wizji.
    Patrzę przez okno, za którym stara lipowa aleja. Chciałabym, żeby w magiczny sposób wiodła do ogrodu C. Moneta. Giverny i moje głupiutkie rozczarowanie, niestety, kiedy nie zobaczyłam tam kwitnących nenufarów. Cóż, tak to jest nastawiać się na coś. Po latach szukałabym tam naprawdę zupełnie czegoś innego. Marzenie rzeczywiście... Oj, piękna ta muzyka i obraz, równie piękne wspomnienia i chyba na dokładkę to zdjęcie z boku. Z ogródka po prostu i bez żadnej podróży. Wiklinowy fotel wśród różanych krzewów, na którym zawieszono słomkowy kapelusik z bukiecikami różyczek i oparto podusię z podobnym motywem. Taka przyjemna błahostka na pogodę, na odpoczynek w ogóle, na radość nawet bez powodu.
    Dopiero na końcu o czymś zgoła innym. Z przykrością znowu i o przykrości, jaką odczułam, widząc przed kilku laty Kossakówkę. To drugie zdjęcie w Twoim poście, LL. Ruiny historycznie nawet przecież usprawiedliwione, ale ruina Kossakówki woła o pomstę do nieba! Nawet Debussy nie pomaga, kiedy sobie przypomnę, jak to wtedy nędznie wyglądało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debussy działa na mnie podobnie. Automatycznie przenosi mnie w jakieś odległe miejsce na łonie natury. Wycisza i napełnia spokojem.
      Mnie tez strasznie ujęło te zdjęcie różanego ogródka. Chciałabym właśnie kiedyś tak usiąść pośród krzewów na niewyklinanym fotelu z książką w ręku, popijając jeszcze różaną herbatkę.
      Co do ruin Kossakówki, to faktycznie wygląda zatrważająco...
      Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam!

      Usuń
  11. Pięknie! A ja jeszcze nie byłam w tych okolicach.. Lubię patrzeć na takie zamki, jak ten w Janowcu, i wyobrażać sobie z detalami jak to wszystko wyglądało w swoich najlepszych czasach ;)
    ps. też marzę o biurku Pana domu! Tylko może w białym lub pastelowym kolorze albo z jasnego drewna..
    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, szkoda, że wszystko podlega upływowi czasu. I że zostają tylko ruiny z takich zamków...
      A jasne biureczko byłoby prześliczne. Mi się marzy toaletka z prawdziwego zdarzenia, też taka w kolorze białym albo ecru. :)

      Usuń
  12. Też uwielbiam zwiedzać dworki, zamki, pałace etc. Jak na razie najbardziej podobało mi się w Niedzicy, może dlatego, że były tam nagrywane "Wakacje z duchami" ^^ No i w moim lokalnym pałacu myśliwskim w miejscowości Moja Wola (zostawiam Ci link do zdjęć http://plociennik.c0.pl/?page_id=906), niestety pałac ten niszczeje, bo nie ma kto go wyremontować.

    OdpowiedzUsuń