wtorek, 24 września 2013

Jaki powinien być współczesny gentleman? - Panowie odpowiadają

Gentleman - mężczyzna, który stale wygląda na tak grzecznego, jak bywa czasami. Grace Kelly

Zastanówmy się, jak często narzekamy na brak prawdziwych gentlemanów we współczesnym świecie. Wzdychamy do czasów, kiedy to mężczyźni traktowali kobiety z kurtuazją, byli eleganccy i dostojni. Tęsknimy do takich Darcych, Thornotów, czy innych bohaterów klasycznych powieści. No właśnie, a jaki powinien być dzisiejszy gentleman? Czy jeszcze takowi istnieją? Postanowiłam przeprowadzić pewien eksperyment i oddać głos w tej sprawie facetom.


Rozesłałam więc do kilku panów wiadomość z pytaniem o współczesnego gentlemana. Niektórzy z nich byli bardzo zaskoczeni i długo zastanawiali się na odpowiedzią. Dwóch ankietowanych zasugerowało, że jest to pytanie bardziej do kobiet (tak, tak... my wiemy czego oczekujemy od mężczyzn, dlatego też by było ciekawiej, zwróciłam się z tym do nich samych). Bądź co bądź każdy zapytany (gentleman?) postanowił podzielić się z nami swoją refleksją na ten temat.

  • Dzisiejszy gentleman ma być wykształcony i obyty. Musi posiadać wysoką kulturę osobistą i własne zdanie na wiele tematów, a także rozeznanie w kulturze i sztuce. Powinien też pytać kobietę o to, co lubi. 

  • Przede wszystkim jestem tradycjonalistą. Uważam, że współczesny dżentelmen nie powinien się zbytnio różnić od tego sprzed lat stu. Modne dziś uwspółcześnianie dawnych zasad z reguły ma na celu ich złagodzenie, zrezygnowanie z nich, czy przyzwolenie mężczyznom na zniewieścienie. Nie tak to powinno wyglądać. Musimy się godzić ze zmianami jakie następują w otaczającym nas świecie, dlatego do poradników savoir-vivre'u należy dodać rozdział o komórkach, e-mailach i netykiecie, jednak nie oznacza to, że możemy pozwalać sobie na więcej. Zarówno sto lat temu, jak i pięćset lat temu dżentelmen opluty wyzwałby plującego na pojedynek. Dzisiaj próbuje się ludziom wmawiać, że dżentelmen taką ślinę by wytarł i udał, że to deszcz. Wydaje mi się, że to wszystko jest winą egalitaryzmu.

  • Dziś, kiedy feminizm mamy na porządku dziennym, czasem ciężko jest być dżentelmenem. Niektóre typowo dżentelmeńskie zachowania wobec kobiet są odbierane przez nie jako atak na ich niezależność i samodzielność. Przekonałem się o tym na własnej skórze...

  •  Jeśli chcesz być gentlemanem, musisz być mężczyzną honorowym, odważnym i uczciwym. Powinieneś znać swoją wartość i być człowiekiem kulturalnym. Gentleman powinien mieć pojęcie o tym, co się dzieje na świecie i potrafić się odpowiednio do tego ustosunkować, nie tracąc przy tym swej rycerskości. Nie jest to proste zadanie, ale uwierzcie, że warto być gentlemanem. 

  •  Myślę, że gentleman przede wszystkim powinien dbać, aby osoby przebywające w jego towarzystwie nie czuły się nigdy niekomfortowo, a optymalnie jest, jeśli czują się dobrze - przy czym nie może to być nigdy zachowanie nachalne.
  •  
  • Dżentelmen powinien dać do zrozumienia kobiecie, że może czuć się przy nim bezpiecznie, wykazywać zainteresowanie wobec jej potrzeb, być dla niej oparciem oraz troskliwym towarzyszem niezależnie od sytuacji. Osobiście uważam, że dżentelmenem nigdy nie będzie osoba uzależniona, przede wszystkim od alkoholu czy narkotyków. Musi to być mężczyzna powściągliwy i dystyngowany. 

Jak widać, ankietowani przeze mnie panowie dość rygorystycznie podchodzą do roli gentlemana w dzisiejszym świecie. A Wy, jakie macie zdanie w tej kwestii? Czy łatwo jest być gentlemanem w czasach, kiedy zaciera się granica między tym co męskie, a co kobiece?

czwartek, 19 września 2013


Tak, jestem tu z Wami już rok! Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego, że tak chętnie będziecie odwiedzać mój mały internetowy zakątek. Jestem miło zaskoczona! :) Okej, podziękowania może zostawię na koniec, bo jak zacznę się rozpisywać, to nie dotrzemy do kluczowego punktu dzisiejszego posta, czyli Urodzinowej Skrzynki Pytań! Przez ponad dwa tygodnie mogliście przesyłać do mnie swoje wiadomości, czas więc na odpowiedzi.

Monika: Jakie pytanie lub pytania zadałabyś właśnie poznanej osobie, żeby sprawdzić, czy macie podobny gust książkowy? 
Prawdopodobnie zapytałabym, czy wie kim jest Darcy lub Rochester. Jeśli odpowiedź brzmiałaby twierdząco, zadałabym pytanie odnośnie klasyków literatury angielskiej. W przypadku, gdy dana osoba wyraziłaby entuzjazm wobec takich autorów jak Austen, Bronte, czy też Wilde oznaczałoby to, że mamy podobny gust książkowy.

Eleonora:
Czego nauczyło cię prowadzenie bloga?
Systematyczności i wytrwałości. Bo jak już się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Na pewno też piszę lepiej niż w pierwszych miesiącach prowadzenia bloga. Zwracam większą uwagę na poprawność językową, staram się dbać o styl swojej wypowiedzi. Jednak wiem, że przede mną jeszcze bardzo długa droga do doskonałości. :)
Jaki jest twój ulubiony malarz/malarka/rodzaj sztuki?
To trochę ciężkie pytanie, bo sztuka zachwyca mnie niezależnie od gatunku. Bardzo cenię sobie twórczość Johanny Öst. Jej prace są subtelne i pełne wdzięku oraz delikatności. Kiedyś przeżywałam fascynację obrazami Victorii Frances. Takie mroczne malowidła z pięknymi kobietami, ale bardzo precyzyjnie wykonane. Z wielkich malarzy od zawsze intrygował Salvador Dali. Jego przepełnione symboliką dzieła np. Sen spowodowany lotem pszczoły są nie mniej szalone niż sam artysta. Jest jeszcze jedna malarka, którą uwielbiam zawodowo jak i prywatnie - Basia Adamczyk, której prace możecie zobaczyć tutaj.
Czemu nie widzieliśmy nigdy na blogu twojego zdjęcia? ;)
Bo Lady Lukrecja to tajemnicza dama. :) A tak poważnie, nigdy nie uważałam wstawiania swojego zdjęcia za coś koniecznego. Chociaż jeśli będziecie chcieli, może kiedyś Wam się ujawnię. ;)

Porcelana: Chciałabym wiedzieć, jak wyglądasz, bo gdy czytam blogi, lubię przyporządkować tekst do twarzy blogera ;) Kiedyś tam już o to pytałam i wiem, że nie chcesz dawać zdjęcia (i to w sumie rozumiem), ale może jakiś opis lub rysunkowy autoportret?
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak odrobinę uchylić rąbka tajemnicy. :) Jestem drobną brunetką o szaro - niebieskich oczach, mam długie, brązowe włosy, mały pieprzyk na lewym policzku i podobno bardzo ładny uśmiech. :)

Metropholis:
Skąd Twoja fascynacja minioną epoką XIX w. i klasykami typu "Duma i uprzedzenie", "Jane Eyre" itp? Od zawsze lubiłaś takie historie czy przyszło to z czasem?
Kiedyś moja mama kupiła pewną książkę. Powiedziała, że jest to wspaniała powieść i muszę ją przeczytać. Tak, chodzi o Dumę i Uprzedzenie, która zapoczątkowała moje zainteresowanie XIX wiekiem. Jestem świadoma tego, że życie w tamtych czasach nie było tak kolorowe jak w powieściach Jane Austen. Ludzie umierali nawet przez zwykłe przeziębienie, ciągle toczono jakieś wojny, z higieną też różnie bywało. Ale tamte czasy miały jedną, ogromną zaletę - powszechny był wówczas szacunek do drugiej osoby. Relacje damsko-męskie opierały się na zupełnie innych wartościach, związki były trwałe, ludzie potrafili być ze sobą do końca życia i uczyć się siebie nawzajem.
Gdybyś przez jeden dzień mogła być bohaterką którejś ze swoich ulubionych powieści, kto by to był i dlaczego właśnie ona?
Muszę chyba znów odwołać się do Dumy i Uprzedzenia. Lizzy Bennet była sympatyczną i inteligentną osóbką, nie doświadczyła w życiu jakichś wielkich nieszczęść, miała dużą rodzinkę i wspaniałego męża (w dodatku bogatego :P), więc jeśli miałabym możliwość, wskoczyłabym na karty powieści zamiast niej.
Każdy człowiek ma w życiu jakieś marzenie i pragnie jego spełnienia. Czy któreś z Twoich marzeń ziściło się kiedyś i jeśli tak, to czy Ty dążyłaś do urzeczywistnienia go czy może był to zwykły przypadek? Sądzisz, że w kwestii marzeń warto brać sprawy w swoje ręce, czy może czekać, aż los sam się do nas uśmiechnie?
Dawno temu marzyłam o tym, żeby mieć całą kolekcję 47 książek z serii Saga o Ludziach Lodu. Pewnego dnia znajoma mojej mamy przyniosła mi wszystkie tomy, bo jej były już niepotrzebne i tylko leżały na strychu. Nawet nie wiecie jak byłam zaskoczona i ile mi to sprawiło radości. Generalnie myślę, że warto działać, by urzeczywistnić swoje marzenia, ale trzeba mieć na uwadze to, że nie na wszystko mamy wpływ.

Ania: Czy zdarzają Ci się „smutne dni”, a jeśli takie są to w jaki sposób sobie z nimi radzisz?
Oczywiście, że tak. Każdy człowiek ma w swoim życiu gorsze dni. Ja jako typowy introwertyk w takich chwilach potrzebuję samotności i wyciszenia. Włączam sobie jakąś nastrojową muzykę, zaczynam oglądać film, czytam książkę albo biorę relaksującą kąpiel. Ewentualnie sprzątam w domu lub rzucam się w wir pracy, wtedy przestaję koncentrować się na problemach.

Magda: Jaka sytuacja/wypowiedź/komentarz sprawiły Ci największą przyjemność na blogu lub w związku z blogowaniem? 
Każdy komentarz (oprócz tych w stylu Hej, fajny blog, zapraszam do mnie!) sprawia mi przyjemność. Bardzo lubię rozmawiać ze swoimi czytelnikami, z kilkoma mam nawet stały kontakt. Jedna dziewczyna napisała mi kiedyś bardzo miłego maila, w którym sugerowała, że to dzięki mnie zaczęła czytać XIX-wieczne powieści i poznała mnóstwo wspaniałej muzyki. Wtedy poczułam, ze to co robię może faktycznie dawać ludziom radość.

Tirindeth:
Jaką postacią historyczną chciałabyś być i dlaczego? (poza Marią Antoniną ewentualnie :P) 
Powiem Wam, że chyba żadną, włącznie z Maria Antoniną. Wszystkie kobiety z dawniejszych epok, które mnie fascynują, nie miały łatwego życia. Antoinette, Sissi, czy nawet Anna Boleyn skończyły tragicznie. Żadna z nich pomimo bogactwa, chwil namiętności i sławy nie zaznała w życiu ciepła domowego ogniska i prawdziwego szczęścia. Wolałabym być jakąś zwykłą szlachcianką i żyć sobie spokojnie w uroczym dworku z rodziną, to by mi wystarczyło.
Jak widzisz siebie za 10 lat? To znaczy, czy uważasz, że Twoje hobby będzie miało przełożenie na Twoją przyszłość - w tym także zainteresowania związane z dalszymi czasami?
Ciężko jest mi powiedzieć, co będę robić za dziesięć lat. To trudne pytanie. Jednakże myślę, że moja fascynacja historią będzie gdzieś tam się za mną ciągnęła przez całe życie. To jest już po prostu część mnie.
Opowiedz o tym, jaka fryzura Ci się podoba - jaki kolor włosów, jakie upięcie? (możesz też dodać fotki :P No i jaką Ty nosisz fryzurę :P) 
Oj, to rozległy temat. Podobają mi się przeróżne fryzury, ale mam pewną zasadę. Kolor włosów musi być naturalny. Jestem tradycjonalistką i moje poczucie estetyki zaburzają na przykład zielone albo fioletowe włosy, tak popularne u dzisiejszych nastolatków. Co do upięć, nie lubię wymyślnych wielkich koków, czy też włosów poskręcanych "na baranka". Podobają mi się fryzury na luzie i zarazem eleganckie, a nie wyglądające jak z wiejskiego wesela. Warto też sięgać po ponadczasową klasykę. Nigdy nie zapomnę własnej fryzury na studniówkę - miałam uczesanie a'la Julia Tymoszenko i całkiem ciekawie się w nim prezentowałam. Na co dzień noszę najczęściej rozpuszczone włosy z przedziałkiem po środku, czasami spinam je w kucyk lub wyprostuję (ale to już na na większe okazje).
________________________________________________________________________________________________

Uff, to już chyba wszystko. Teraz chciałabym przejść do krótkiego podsumowania całego roku. Nie będę Was zanudzać szczegółowymi statystykami, bo nie oszukujmy się - mało kogo to obchodzi. ;) Przez dwanaście miesięcy udało mi się napisać ponad 60 notek, które spotkały się z Waszym zainteresowaniem. W sumie pojawiło się ponad 1000 komentarzy i 115 obserwatorów, co mnie niezmiernie cieszy! Ciekawym doświadczeniem był też wywiad u Tirindeth, której ogromnie dziękuję za entuzjazm wykazywany wobec mojego bloga. Chciałabym każdego z Was osobno ucałować - za to, że jesteście ze mną. Bez Was to wszystko nie miałoby sensu. :)

poniedziałek, 16 września 2013

10 najważniejszych książek mojego życia

Nie od dziś wiadomo, że literatura ma ogromny wpływ na ludzi. Kształtuje nas, pomaga w wyrobieniu własnego światopoglądu, gustu i smaku. Dziś przybywam do Was z zestawieniem dziesięciu książek, które były dla mnie lekturami przełomowymi i w pewien sposób zmieniły coś w moim życiu.


Tajemniczy Ogród  (Frances Hodgson Burnett)
Myślę, że ta lektura z dzieciństwa ukształtowała moją wrażliwość. Pamiętam, że podobała mi się bardziej od Ani z Zielonego Wzgórza, którą zachwycały się wszystkie moje koleżanki. Tajemniczy Ogród to była pierwsza książka, przy której się wzruszyłam i poczułam więź z jej bohaterami. Zachęciła mnie do czytania dla przyjemności, a nie tylko z przymusu i szkolnego obowiązku. Miałam też okazję oglądać przedstawienie teatralne na podstawie tej powieści - przez cały spektakl myślałam głównie o tym, żeby się chociaż nie rozpłakać. Bo uczuciowy dzieciak ze mnie był.
Pamiętnik Księżniczki  (Meg Cabot)
To była chyba pierwsza książka jaką czytałam, gdzie była mowa o całowaniu, a nawet o seksie! Oczywiście w delikatny sposób... ;) Losy Mii Theromopholis - księżniczki z rodu Grimaldich i jej przyjaciół towarzyszyły mi podczas lat nastoletniego buntu. Bardzo przeżywałam wszystkie wzloty i upadki w związku głównej bohaterki i jej chłopaka (sama skrycie o takim marzyłam). Przeczytałam wszystkie części tego cyklu, a nawet prowadziłam sekretny pamiętnik, gdzie opisywałam swoje wrażenia po skończeniu danego tomu! Ech, dawne czasy...
Duma i Uprzedzenie (Jane Austen)
Czyli książka, która zapoczątkowała moją fascynację XIX wiekiem. Jane Austen przeniosła mnie w zupełnie inny świat, który porwał mnie całkowicie. Od tego czasu pan Darcy stał się moim ideałem mężczyzny, a Anglia krajem, który koniecznie muszę odwiedzić, a najlepiej w nim zamieszkać, chociaż na parę lat. :) Perypetie miłosne sióstr Bennet były dla mnie czymś zupełnie nowym i zadziwiającym. Podczas czytania myślałam więc sobie - "Hm... tez tak bym chciała. Szkoda, że nie urodziłam się w XIX wieku".

Dziwne Losy Jane Eyre (Charlotte Bronte)
Zdecydowanie moja ulubiona XIX-wieczna powieść! Dzieło Charlotte Bronte wywołało u mnie cała gamę emocji: współczucie, wzruszenie, radość, gniew... mogłabym długo tak wymieniać. Już od pierwszych stron książki czułam ogromną wieź z Jane. Była ( i jest) dla mnie niczym najlepsza przyjaciółka. Ona i Rochester stworzyli niezapomniany obraz dwojga ludzi z krwi i kości, posiadających swoje wady i zalety. Bez zbędnego lukru Bronte napisała najpiękniejszą, najbardziej wzruszającą historię miłosną, jaką kiedykolwiek czytałam.

Portret Doriana Graya (Oscar Wilde)
Ach! Ta powieść jest prawdziwą uczta dla miłośników literatury, a zarazem kopalnią fenomenalnych cytatów. Wilde, od zawsze kontrowersyjny zresztą, uwiódł mnie całkowicie swoim wyszukanym słownictwem, umiejętnością budowania napięcia, no i fabułą książki! (Nie pożałowałam nawet pieniędzy, żeby kupić sobie najnowsze wydanie z Benem Barnesem na okładce :P). Portret Doriana Graya to wspaniała powieść psychologiczna, ukazująca najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Oscar, mistrzu mój, muszę sięgnąć po resztę Twoich dzieł!
Ojciec Chrzestny (Mario Puzo)
Niektórzy dziwią się, jakim cudem taka osoba jak ja, może czytać książki o mafii - pełne okrucieństwa i przemocy, niekiedy wulgarne. Dziwnym trafem powieści i filmy o tematyce gangsterskiej należą do moich ulubionych. Szczególnie cenię sobie twórczość Maria Puzo. Najsławniejszą i zarazem moją ulubioną powieścią jego autorstwa jest rzecz jasna Ojciec Chrzestny - książka, która wciągnęła mnie doszczętnie i sprawiła, że przeniosłam się na parę dni w zupełnie inną rzeczywistość. Przez wszystkie godziny spędzone z tym dziełem czułam dreszczyk emocji. Jest to piękna, bardzo dobrze napisana powieść o miłości, przyjaźni, zdradzie i nienawiści. Nie da się jej zapomnieć.
Lolita (Vladimir Nabokov)
Zaciekawienie, zdumienie, zniesmaczenie i w końcu pewnego rodzaju współczucie. To mniej - więcej odczuwałam podczas czytania Lolity. Mniej - więcej, bo żadne słowa nie oddadzą emocji, jakie wywołuje ta książka. Nabokov oczarował mnie swoim słownictwem i pięknymi metaforami. Absolutny fenomen! Tą powieścią należy się delektować, zdanie po zdaniu, powoli... Aby pomyśleć, zrozumieć, poczuć. Lolita jednych odrzuca, drugich fascynuje. Ale na pewno nie jest to książka, wobec której można przejść obojętnie. Lolitę trzeba przeczytać, to absolutny literacki majstersztyk.
Ptaki Ciernistych Krzewów (





niedziela, 1 września 2013

Lana Del Rey - muzyczne objawienie czy komercyjna papka?

Mało kto w dzisiejszych czasach nie słyszał o Lanie Del Rey. Dla jednych jest muzyczną wyrocznią i ikoną stylu, dla drugich córeczką bogatego tatusia, której zachciało się robić karierę, w dodatku kłamczuchą. Słynie także z niekoniecznie naturalnej urody i zamiłowania do mody retro. Głos ma, ale oczywiście znajdą się też tacy, którzy twierdzą, że Lana śpiewać wcale nie umie. Bądź co bądź, Lana Del Rey jest dziś jedną z największych gwiazd muzyki, a ludzie chcą jej słuchać. Czy to tylko sprawa dobrego marketingu, czy piosenkarka rzeczywiście ma w sobie to coś?

Dobra, nie bądźmy naiwni. Nad wizerunkiem artystki czuwają dziesiątki ludzi, a cała machina pod tytułem Lana Del Rey jest nastawiona na sukces kasowy. Piękna retro otoczka, wymuskane teledyski i nutka melancholii z domieszka gangsterskiego szyku działa na kobiety. Na mnie też, najzwyczajniej w świecie kupiłam to. Na współczesnym rynku muzycznym brakowało kogoś takiego jak ona - osoby z klasą, melodramatycznej damy ubranej w stroje z lat 60-tych. Moda na retro powróciła, ludzie tęsknią za tym co było i stąd też popularność Lany. Dodajmy do tego świetne muzyczne aranżacje, niski zmysłowy głos wokalistki i cień tajemniczości wokół niej a sukces mamy w garści. Trzeba też zwrócić uwagę na teksty piosenek. Niby o miłości i pożądaniu, melancholie smuty, można by rzec. Czy coś takiego ma szansę się sprzedać? Tak, bo są to piosenki o wiele bardziej sensowne niż większość tego, co możemy usłyszeć w radiu. Ludzie słuchając Lany Del Rey mają wrażenie, że sięgają po coś z wyższej półki, po produkt luksusowy.

Sama piosenkarka wydaje się być inteligentną osobą. Jej nostalgiczne usposobienie wzbudza ciekawość. Artystka jako źródła swej inspiracji podaje m.in. Kurta Cobaina czy Thomasa Newmana, nawiązuje także do filmów Davida Lyncha (Blue Velvet). Generalnie Lana sprawia wrażenie kobiety mającej swój specyficzny, ale wyrafinowany gust. Nasuwa się więc pytanie - a może to tylko poza? Osobiście myślę, że nie. Przecież musi chociaż trochę lubić to co robi. Zarzuca się jej sztuczność, ale to tylko podgrzewa atmosferę wokół niej i działa na jej korzyść.

Nie będę Was zarzucać piosenkami Lany, bo jestem przekonana, że znacie chociaż kilka z nich i wiecie o czym mniej - więcej mówię. A jeśli nie, to odsyłam do YouTube, tam sobie pogrzebcie. Wracając do tego, za co cenię Lanę Del Rey, pierwsze co mi przychodzi na myśl to nastrojowość piosenek i teledysków. Weźmy sobie takie National Anthem, gdzie piosenkarka wciela się w rolę Jackie Kennedy. Przy końcówce teledysku kiedy pada strzał i słyszymy słowa And in that way I understood him and I loved him jestem już mokra od łez. Nie od dziś wiadomo, jak muzyka i obraz grają ludziom na emocjach, a Lana opanowała tą zdolność do perfekcji. Ja, jako miłośniczka retro dałam pannie Del Rey już na stracie plusa za sam styl. Jestem świadoma tego, że artystka nie jest ubrana 24 godziny na dobę w piękną kreację w stylu vintage, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Kiedyś na samym początku istnienia bloga pisałam o Lanie Del Rey, jednak notkę usunęłam, bo była strasznie słaba i praktycznie nic nie wnosiła prócz linków do piosenek. Ta dzisiejsza może też błyskotliwością nie powala, ale przynajmniej oddaje chociaż trochę mój stosunek do gwiazdy. Jestem ciekawa co Wy myślicie o Lanie? Zwykła celebrytka z botoksem w ustach czy może ktoś więcej?