piątek, 29 listopada 2013

Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu - parę słów o książce

Na tę książkę polowałam już przez długi czas. O powieści autorstwa Juliet Grey dowiedziałam się prawie dwa lata temu i odtąd czekałam z niecierpliwością na moment, kiedy to cudo ukaże się w Polsce. Maria Antonina to zdecydowanie najbliższa mi postać historyczna. W gruncie rzeczy, sama nie wiem dlaczego akurat ona... Bądź co bądź, to postać XVIII-wiecznej królowej Francji, obok powieści Jane Austen zapoczątkowała moje zainteresowanie wcześniejszymi epokami. Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu jest już ( a może dopiero!) trzecią pozycją poświęconą Antoinette, którą dane mi było przeczytać. I mam nadzieję, że nie ostatnią (choćby dlatego, że owa książka jest pierwszą częścią trylogii o dziejach królowej). Jako osoba "w temacie" miałam wobec niej spore oczekiwania i powiem Wam, że wcale się nie zawiodłam!


"Niech inne kraje prowadzą wojny, a ty, szczęśliwa Austrio, żeń się" - Oto motto cesarzowej Austrii, Marii Teresy. Dotyczyło ono w szczególności Marii Antoniny, która w wieku zaledwie czternastu lat poślubiła dwa lata starszego delfina Francji, Ludwika XVI. Sama powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Maria Antonina jest rozbrykaną dziesięciolatką, która najchętniej całe dnie spędzałaby wraz z swoją ukochana siostrą Karoliną. Toinette ma sto pomysłów na minutę, jest nieskora do nauki, ale za to posiada szlachetne serce i urok osobisty, który wiedziała jak wykorzystać. Dzieciństwo przyszłej delfiny niestety trwa krótko, musi raz na zawsze opuścić Austrię i dopełnić swojego obowiązku wobec matki i kraju - zostać królową Francji. Czeka ją proces całkowitej przemiany - z niesfornej dziewczynki ma stać się pełną godności młodą władczynią. Aby podołać takiemu zdaniu, Maria Antonina musi wykazać się silnym charakterem, stanowczością, a nieraz też przebiegłością...

Jean-Étienne Liotard - Archduchess Marie Antoinette of Austria (1762)
Bardzo przypadł mi do gustu język, jakim posługuje się autorka. Bez archaizmów, ale jednak dający do zrozumienia czytelnikowi, że akcja toczy się w XVIII wieku. Świetnym pomysłem było pozostawienie pojedynczych słów bądź zdań w oryginalnym brzmieniu. To jeszcze bardziej przywoływało ducha epoki i pozwalało wczuć się w klimat najpierw austriackiego, potem francuskiego dworu - pełnego konwenansów i... intryg.

Narracja pierwszoosobowa, jest moim zdaniem także bardzo trafionym zabiegiem. Dzięki temu jesteśmy w stanie głębiej poznać główną bohaterkę, spoglądać na wszystkie wydarzenia okiem samej Marii Antoniny, dodajmy - okiem coraz dojrzalszym, coraz więcej rozumiejącym. Toinette nie da się nie lubić, przynajmniej w tej książce. Okazuje się być bardzo bystra, za wszelką cenę chce odnaleźć się w całkowicie nowej sytuacji. Wykazuje upór i silną wolę choćby w relacji z Ludwikiem, którego nieśmiałość i słabość charakteru nie sprzyjała małżeństwu. To także dziewczyna z krwi i kości, która chce być kochana, lub chociażby akceptowana, czy to przez francuski dwór, czy poddanych.

Muszę przyznać, że Juliet Grey należą się owacje na stojąco. Potrafiła bardzo umiejętnie przeplatać fakty historyczne z fikcją literacką w taki sposób, żeby nie zanudzić czytelnika, ale także nie wciskając mu przysłowiowego kitu z racji tego, by było ciekawie. Maria Antonina na kartach jej powieści po prostu żyje. Autorka naprawdę zna się na rzeczy, widać, że posiada ogromną wiedzę na temat Antoinette.
Serdecznie polecam Wam tę książkę, nawet jeśli nie pasjonuje Was historia. Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu to po prostu kawałek dobrej literatury. Gwarantuję, że czas z nią spędzony nie będzie czasem zmarnowanym. Wręcz przeciwnie - możemy dowiedzieć się czegoś więcej o postaci Marii Antoniny, ale także przeczytać powieść, do której z pewnością nie raz będziemy chcieli wrócić.

Original: Becoming Marie Antoinette
Wydawca: Bukowy Las
Data wydania: 1.02.2013
Ilość stron: 392 
 
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.
http://bukowylas.pl/