czwartek, 10 kwietnia 2014

Muzyczna podróż w czasie - wywiad z Utisem

Mocne brzmienie, wizerunek sceniczny wyraźnie inspirowany  belle epoque, oraz pewnego rodzaju magia, która nie pozwala przejść obok nich obojętnie. Mowa oczywiście o polskim (!) zespole Victorians. Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście, zapraszam Was na wywiad, który udało mi się przeprowadzić z Utisem - niezwykle sympatycznym gitarzystą tej grupy. Będzie o muzyce, o życiu artysty i czasach wiktoriańskich. :)

Utis - bohater dzisiejszego spotkania (fot. Katarzyna Niwińska)
 Utis, jestem strasznie ciekawa skąd wzięło się u Ciebie i pozostałych członków zespołu zainteresowanie XIX wiekiem? Czyżbyście czytywali wiktoriańskie powieści? A może po prostu podoba Wam się dawna moda?
Witaj Kochana, myślę, że w wielkim skrócie chodzi o nienasycenie. To, co współczesne, w jakimś wymiarze nas nie zaspokaja. My szukamy innego rodzaju doświadczenia… czegoś, co wydaje nam się autentyczne, prawdziwsze. Szukamy esencji. Odnajdujemy to właśnie w XIX stuleciu, gdzie człowiek i świat byli ze sobą bliżej, doświadczało się intensywniej, rodziły się różne szalone koncepcje technologiczne, ale również artystyczne (tak, literatura i moda, w kontekście narodzin fantastyki, dają prawdziwe pole do popisu). Współcześnie o tym zapominamy, jakby siła tych przekazów się wyczerpała, a tak wcale nie jest!

Jesteście jednym z najbardziej oryginalnych polskich zespołów, możesz mi zdradzić skąd czerpiecie inspiracje muzyczne?
Myślę, że każdy z nas odpowiedziałby inaczej na to pytanie, ale że to ja mam głos… Nasza pierwsza płytka Revival, to był swoisty hołd dla tradycji metalu symfonicznego. Tu można wymienić kilka na prawdę świetnych zespołów, ale niekwestionowanymi mistrzami będą zawsze Nightwish i Within Temptation. Poza tym działająca od 2006 roku grupa kompozytorów skupiona wokół projektu Two Steps From Hell, która pokazała jak używać orkiestry w XXI wieku. Na dobrą sprawę, inspirujące jest dla nas wszystko, co wywołuje ciary na plecach. Wiesz, kiedy wykonujesz taką muzykę, musisz czuć się niepokonana, to musi być czysta, autentyczna energia! Teraz pracujemy nad kolejną płytą, która będzie już bardziej świadoma, a która powstaje pod wpływem steampunku. Steampunk + metal… zobaczymy, co z tego wyjdzie!  

Który z Waszych koncertów najmilej wspominasz? Jak reaguje publiczność na Wasz wizerunek sceniczny?
W początkowym okresie działalności byliśmy oczarowani japońskimi zespołami z kręgu muzyki visual. To uświadomło nam, że sama tylko muzyka to dla nas za mało, chcieliśmy pełniejszej formy. Bo to nie my mamy dostosowywać się do rzeczywistości, ale ona do nas. Udało nam się załatwić kilka koncertów właśnie z japońskimi zespołami i tu publiczność, również w kostiumach, doskonale czuła klimat. Podobnie było na Castle Party, gdzie kreacje uczestników to niejednokrotnie prawdziwe dzieła sztuki! Cudownie jest przebywać przez kilka dni w takiej rzeczywistości! Myślę, że Castle Party dla mnie był najlepszym koncertem, ale występ w angielskim Witby na Balu Wampirów przy okazji festiwalu Brama Stockera również był niesamowity! Oby więcej takich doświadczeń!

Nie baliście się, że w Polsce ten projekt nie wypali? Gracie muzykę zupełnie odbiegającą od dzisiejszych standardów…
Ludzie w Polsce do wielu rzeczy muszą się sami przekonać, a zadaniem artysty jest się nie poddawać, tylko stwarzać jak najwięcej okazji, aby dać się zobaczyć. Trzeba włożyć sporo pracy w to, żeby zostać docenionym. Prawdę mówiąc, na początku nie patrzyliśmy na Polskę jako na naszą szansę na zaistnienie. Na szczęście bardzo się myliliśmy i odzew ludzi z Polski przerósł nasze oczekiwania. Mam nadzieję, że z roku na rok będzie coraz lepiej!

Victorians w całej okazałości (fot. Katarzyna Niwińska)
Jak wyglądają Wasze przygotowania do występów? Sama charakteryzacja zajmuje pewnie sporo czasu?
Na początku było ciężko! Przygotowania do kocertu to niestety nie tylko makijaż i stroje, mimo wszystko muzyka jest najważniejsza, więc jak nie masz pewności, że zabrzmisz na odpowiednim poziomie, to cała reszta nie ma sensu. Na szczęście, poza kilkoma drobiazgami, każdy z nas potrafi zadbać o swój wizerunek, część rzeczy udaje się zrobić jeszcze przed przyjazdem do klubu, więc uważam, że jest nieźle. Z koncertu na koncert zabieramy mniej rzeczy, więc wszystko idzie w dobrą stronę. Pamiętam jak pierwszy raz graliśmy koncert z japońskim zespołem Blood i popatrzyliśmy na ich przygotowania. Panowie na makijaż mieli przewidziane 3 godziny! Nam idzie to zdecydowanie szybciej :) 

Z którym zespołem (jak mniemam zagranicznym) chciałbyś wystąpić na jednej scenie?
No jakbym napisał, że z tymi, które wywarły na mnie największy wpływ, to byłoby zbyt tendencyjne? Zatem, ja chętnie wystąpiłbym z Amaranthe, ze względy na czystą energię, jaką epatują ze sceny!  Natomiast są przynajmniej dwa polskie zespoły, z którymi jesteśmy zaprzyjaźnieni i na pewno będziemy chcieli zagrać razem niejeden koncert. Myślę tutaj o Kingdom Waves i Sonus Vena.   

Teraz pytanie z innej beczki - gdybyś mógł stać się swoim ulubionym bohaterem literackim (bądź filmowym), kto by to był i dlaczego właśnie ta postać?
Uuu, niebezpieczne pytanie… Prywatnie jestem wielkim fanem twórczości Harukiego Murakami, ale w pierwszej chwili pomyślałem o Algernonie Swinburnie, który razem z Burtonem stał się bohaterem wcale ciekawej trylogii Marka Hoddera. To są postacie historyczne, tyle że ukazane przez Hoddera w czysto steampunkowej rzeczywistości. No a Swinburn? Poeta, masochista, hedonista, amator brandy i oddany przyjaciel… tyle, że rudy :)

A tak przy okazji... słyszałeś kiedykolwiek o blogerkach kostiumowych? Coraz więcej osób zaczyna pasjonować się dawną modą (organizowane są nawet spotkania i zloty). Kto wie, może wśród kostiumomaniaczek skrywają się Wasze fanki…
Niestety nie słyszałem, ale zaraz poszperam w Internecie. Widzisz, ludzie chyba zaczynają bardziej świadomie podchodzić do swojego życie i mainstream ich powoli rozczarowuje/nudzi. W zeszłym roku zostaliśmy zaproszeni na wiktoriański piknik, który zorganizowała Maria Molenda z Fundacji Nomina Rosae - przeurocza pani kostiumolog. Tam mogliśmy zobaczyć jak wielu, nie tylko młodych ludzi posiada genialne stroje i świetnie czuje się w rzeczywistości końca XIX wieku. Niesamowite! Moda to chyba najbardziej wizualny sposób komunikacji ze światem czy z drugim człowiekiem, więc oby przybywało ludzi, którzy traktują to bardziej świadomie niż tych, którym wystarcza powielanie gotowych wzorów.
___________________________________________________________________________________
Utisowi serdecznie dziękuję za rozmowę, a Was zachęcam do odwiedzenia strony internetowej zespołu (zajrzyjcie do zakładki biografia - jest napisana w bardzo ciekawy sposób :)) oraz do zapoznania się z dorobkiem muzycznym Victorians. Poniżej próbka - piękna piosenka Before the World's End, która mi osobiście szczególnie przypadła do gustu.

14 komentarzy:

  1. Bardzo interesujący wywiad! Jak tylko wrócę do domu, posłucham ich muzyki :)
    (szkoda tylko, że steampunk, bo do tej subkultury mam mieszane uczucia, ale w końcu muzyka jest najważniejsza. Zobaczymy, czy mnie porwie, czy nie :P )

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie przebieranki a jeszcze jak w stylu wiktoriańskim....Żakiet z pierwszego zdjęcia, hi,hi myślałam, że to mój taki podobny aż zła jestem, że ostatnio go wyrzuciłam! Piosenka ładna ale wieczorkiem postaram się posłuchać więcej....;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz co, jak mogłaś wyrzucić taki żakiet! :D

      Usuń
    2. Mogłam i to zrobiłam ale czasami tak mam jak sobie ubzduram, że nie będę już tego nosić! ;)
      A przecież mógł sobie wisieć w garderobie jak wisiał przez wiele lat....Tylko już moja garderoba piszczy w szwach dlatego od czasu do czasu coś wyrzucam co uznam, że nikt nie będzie nosił....Potem oczywiście żałuję! ;) Ale dużo rzeczy, w które się nie mieszczę oddaję młodszej siostrze ona ma też lubi cygańskie misz-masz a dwie pozostałe ubierają się normalnie czyli według mnie nudnie! ;)

      Usuń
  3. Ich stroje... Wow, zapierają dech w piersiach, tacy są... oryginalni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. :) Fajnie, że się wyróżniają na tle naszej polskiej sceny muzycznej.

      Usuń
  4. Wow, wiedziałam, że to będzie oryginalny wywiad :) Nie znam tego zespołu, ale dobrze wiedzieć, że istnieje. Musze jednak przyznać, że na tych zdjęciach ich stylizacja bardzo przypomina mi Army of Lovers - wrzucam linka do chyba ich najbardziej znanego przeboju: http://www.youtube.com/watch?v=vYT2aWavXlc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stylizacja - faktycznie podoba, ale tylko stylizacja (bo na pewno nie muzyka)! :D

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy wywiad. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie. :)

      Usuń
  6. Miałam okazję spędzić z nimi na zeszłorocznym Castle Party trochę czasu, bo okazało się, że mam nocleg niedaleko nich. Cudowni ludzie! <3 Już nie mogę się doczekać ich drugiej płyty. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja po raz pierwszy poznałam ich twórczość na wspomnianym własnie pikniku Steampunkowym, gdzie był koncert bez 'elektryczności' :) mieli bardzo fajne stroje, a do dziś mam w pamięci buty czarnowłosego gitarzysty.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy wywiad. Podoba mi się to co pan mówi o XIX w. A co do muzyki, to ze zdumieniem stwierdzam, że mi się podoba. Piszę "ze zdumieniem", ponieważ nie zawsze taki miks jest udany, a ja nie jestem fanką metalu, wcale, a wcale.

    OdpowiedzUsuń