niedziela, 25 maja 2014

Północ i południe

Są takie książki, których się nie zapomina, za to zapominasz o całym świecie, kiedy je czytasz. Jedną z takich książek jest dla mnie Północ i Południe, powieść autorstwa Elizabeth Gaskell opublikowana w 1854 roku. Moje pierwsze spotkanie  z bohaterami wykreowanymi przez panią Gaskell odbyło się kilka lat temu, kiedy postanowiłam obejrzeć (kultowy już, jak mniemam wśród miłośników filmów kostiumowych) serial z Richardem Armitage i Danielą Denby-Ashe w rolach głównych. Od tamtej chwili minęło już tak wiele czasu, a ja wciąż jestem zakochana w panu Thorntonie, podziwiam Margaret i jeśli tylko nadarzy się odpowiednia okazja pakuję swoje niewidzialne walizki i ruszam do uroczego Helstone, a potem do Milton, by od nowa towarzyszyć swym ulubionym bohaterom w chwilach doli i niedoli. Mimowolnie nasuwa mi się na myśl powiedzenie - apetyt rośnie w miarę jedzenia, tak więc po kolejnym seansie filmowym spod znaku Północ i Południe postanowiłam zmierzyć się z pierwowzorem. Być może nie wszyscy znacie fabułę, więc zanim zacznę zachwycać się nad panem Thorntonem i całą resztą, pozwólcie, że streszczę pokrótce o co w tym wszystkim chodzi.


Główną bohaterką książki jest dziewiętnastoletnia Margaret Hale, dziewczyna pochodząca z malowniczego Helston na południu Anglii. Osóbka to dumna, urodziwa i charakterna, jednak przyzwyczajona do sielankowego życia na wsi. Pewnego dnia zostaje zmuszona do opuszczenia wraz z rodziną ukochanego domu. Dlaczego? Otóż ojciec Margaret pełniący dotychczas funkcję pastora, z powodu wielu wątpliwości dotyczących swej wiary postanowił odejść z kościoła anglikańskiego. Aby znaleźć się jak najdalej od Helston, cała rodzina Hale'ów wyjeżdża do przemysłowego miasta na północy kraju, czyli Milton, w którym to rozgrywa się akcja powieści. Kontrast pomiędzy północą a południem jest ogromny, ponure i zadymione Milton w niczym nie przypomina rodzinnych stron dziewczyny. Margaret ciężko jest odnaleźć się w świecie fabrykantów i robotników, gdzie panuje kult pracy, pośpiech i przerażająca bieda na ulicach. Wraz z upływem czasu nasza główna bohaterka poznaje mieszkańców Milton, jednym z nich jest surowy właściciel fabryki bawełny - John Thornton.

John i Margaret to dwa różne światy. Ona została wychowana na damę, która nigdy nie musiała troszczyć się o to by zapewnić swej rodzinie byt. Prowadziła spokoje życie w domowym zaciszu, zajmując się tym co przystoi młodej kobiecie z dobrego domu. On w życiu zawsze miał pod górkę. Po stracie ojca w wieku 16 lat sam musiał zadbać o matkę i siostrę, wszystko co osiągnął zawdzięcza jedynie własnej ciężkiej pracy oraz poświęceniu. Margaret traktuje Thorntona z wyższością, patrzy na niego jak na nieokrzesanego tyrana obojętnego na losy swych pracowników. Sama angażuje się w życie społeczne Milton, ma serce pełne współczucia dla ubogich, wkrótce nawiązuje przyjaźń z Bessie Higgins, córką robotnika. Co się tyczy Thorntona, pod maską szorstkiego fabrykanta skrywa on romantyczną naturę. Jego serce na widok panny Hale zaczyna szybciej bić, Margaret jest dla niego niczym egzotyczny ptak.


Dziwi mnie trochę porównywanie przez jednego z wydawców Północy i Południa do książek Jane Austen. W powieści Elizabeth Gaskell dominuje poważny i przygnębiający nastrój, którego u Austen raczej nie znajdziecie. Niektórzy doszukują się podobieństwa Johna i Margaret do bohaterów Dumy i uprzedzenia, ja zaś jestem zdania, że każda z postaci wykreowanych przez Gaskell czy też Austen to konkretna i niepowtarzalna indywidualność. Jak można porównywać arystokratycznego Darcy'ego z tytułami i rodową posiadłością z Thorntonem, człowiekiem czynu? Jeśli już na upartego miałabym zestawić ze sobą tych dwóch dżentelmenów, na dzień dzisiejszy bardziej imponuje mi John Thornton. Ze swoją siłą charakteru oraz pracowitością mógłby stanowić wzór dla wielu mężczyzn. Darcy oczywiście na zawsze pozostanie moją pierwszą ukochaną męską postacią, ale z całą sympatią i ogromem sentymentu do niego, Thornton wygrywa pod względem osobowości.

Północ i Południe jest bardzo realistycznym obrazem angielskiego społeczeństwa w dobie rewolucji przemysłowej. Śmierć, nierzadko okrutna jest na porządku dziennym, cierpienie dotyka w mniejszym lub większym stopniu każdego z bohaterów. Ból po utracie bliskich, gorycz demonów przeszłości lub tęsknota za tym co nie wróci, strach o przyszłość i czarna rozpacz - to wszystko wręcz wylewa się z kart powieści tworząc coś ogromnie przejmującego. Ze zbolałym sercem czytałam fragmenty o biednej, młodziutkiej jeszcze Bessie, której całe życie było wypełnione morderczą pracą. Żal mi było nieudacznika Bouchera i jego głodującej podczas strajku rodziny. Z drugiej strony rozumiałam Thorntona, który musiał pozostać nieugięty. I to jest dowodem na to, że Elizabeth Gaskell napisała powieść wybitną, gdzie nie możemy opowiadać się tylko po jednej stronie. Nie ma podziału na dobrych i złych. A na całą historię spoglądamy oczami Margaret, która usiłuje pogodzić ze sobą "dwa wrogie obozy" pracowników i pracodawców.


Wątek romansu Johna i Margaret został bardzo zgrabnie wpleciony w losy bohaterów, delikatnie wysuwając się na pierwszy plan. Nie jest może tak romantycznie jak w serialu, ale i tak subtelnie nakreślone przez naszą wiktoriańską autorkę sceny sam na sam (dla przykładu Margaret ratująca Thorntona przed wściekłym tłumem) wzbudzały we mnie więcej emocji niż wszystkie współczesne romansidła razem wzięte.

Komu polecam tę powieść? Absolutnie wszystkim osobom poszukującym mądrej i wartościowej lektury. W głębokim przeżywaniu tej książki nie przeszkodził mi nawet fakt, że wiedziałam co zaraz się stanie, bo oglądałam serial. Wręcz przeciwnie. Przecież Elizabeth Gaskell poznałam właśnie dzięki tej cudownej produkcji BBC, wspaniałym aktorom, którzy zrobili coś więcej niż zagrali w filmie - poruszyli tysiące serc, w tym moje. Jestem pewna, że wrócę do Milton jeszcze nie raz. Jeśli tylko chcecie, też możecie wyruszyć w tę niezwykłą podróż. 

Fryzura inspirowana uczesaniem filmowej Margaret (tradycyjnie autorstwa mojej niezastąpionej mamy)

PS: Przepraszam za brak Waszych komentarzy pod postem (za które ogromnie dziękuję). Niestety wpis przypadkowo mi się usunął i musiałam opublikować go drugi raz.

3 komentarze:

  1. Ostatnio kupiłam mój własny egzemplarz "Północ i południe", więc pewnie jak znajdę trochę czasu to w końcu zasiądę do poznania książkowego pierwowzoru mojego ulubionego mini-serialu BBC ;) Jak zobaczyłam tytuł Twojego wpisu, to pierwszą myślą było włączenie pierwszego odcinka :)
    Pisałam to już wiele razy, ale napiszę raz jeszcze:Twoja mama potrafi robić naprawdę śliczne fryzury :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podobał mi się serial BBC z Rysiem i Danielą. Książkę też zakupiłam własną, bo myślę, że kiedyś do tej historii wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę w końcu przeczytać tę książkę - jesteś już kolejną osobą, która jest nią zachwycona :D Akurat jestem w trakcie nadrabiania powieściowych zaległości, więc mam nadzieję, że znajdę czas i na nią :) Zdjęcia jak zawsze są magiczne!

    OdpowiedzUsuń