niedziela, 1 czerwca 2014

"Shirley" Charlotte Brontë

Kolejne spotkanie z siostrami Brontë za mną. Po niezapomnianej Jane Eyre, pasjonujących Wichrowych Wzgórzach i poruszającej Agnes Grey przyszedł czas na Shirley. Książka ta intrygowała mnie już od dawna, lecz to dopiero teraz nadszedł moment, w którym mogłam zapoznać się z losami jej bohaterów.

Jeśli spodziewacie się, że główną bohaterką powieści jest tytułowa Shirley (tak, ja też tak myślałam), to Was zaskoczę i powiem, że większość akcji skupia się na pewnej skromnej i nieśmiałej dziewczynie o imieniu Caroline. Opuszczona jako dziecko przez rodziców została oddana pod opiekę wuja, dumnego i bojowo nastawionego do życia pastora, pana Helstone. W towarzystwie surowego wuja dziewczyna czuje się samotna i choć marzy o rozpoczęciu życia na własną odpowiedzialność, nie może się wyrwać spod jego protekcji będąc od niego w pełni zależną. Szarą monotonię życia Caroline rozjaśniają wizyty w Dolinie Hollow, gdzie zamieszkuje Robert Moore wraz ze swą siostrą Hortensją. Robert prowadzi własną fabrykę, w której utrzymanie inwestuje cały swój czas i pieniądze, których niestety zbyt wiele nie posiada. Panna Helstone skrycie darzy uczuciem fabrykanta, ona też nie jest mu obojętna, lecz w niepewnej sytuacji życiowej Roberta nie ma miejsca na miłość i sentymenty, z czym Caroline musi się pogodzić. Moore zamierza poprosić o rękę jej najlepszą przyjaciółkę, bogatą dziedziczkę wielkiego majątku - dumną Shirley Keeldar. Shirley jednak kocha innego mężczyznę (nie zdradzę kogo, żeby nie popsuć Wam zabawy).


Charlotte Brontë jak na siebie samą przystało napisała dzieło, które urzeka swym refleksyjnym nastrojem i szczegółowymi opisami poszczególnych bohaterów, miejsc czy przedmiotów. Jako, że ogromnie podoba mi się styl sióstr Brontë od razu dałam się oczarować subtelnej, lecz niepozbawionej charakteru narracji. Charlotte sprawiła, że od pierwszych stron możemy poczuć jakbyśmy przenieśli się w czasie na wrzosowiska XIX-wiecznej Anglii.

Nie wiem, kogo spośród wszystkich bohaterów polubiłam najbardziej. Po jednej stronie mamy nieśmiałą Caroline, dziewczynę o gołębim sercu i melancholijnym usposobieniu, a po drugiej charyzmatyczną i pełną energii (choć niepozbawioną wrażliwości) Shirley Keeldar. W każdej z tych młodych kobiet odnalazłam cząstkę siebie. Caroline bardziej współczułam, a Shirley bardziej podziwiałam. Jeśli chodzi o Roberta Moore'a, chyba nie do końca dane było nam go poznać. Co prawda obserwujemy go od początku do końca powieści, podczytujemy jak Caroline Helstone serce fika przysłowiowe koziołki na jego widok, śledzimy go podczas pracy i spotkań towarzyskich. Ale zabrakło mi właśnie jego bardziej osobistych przemyśleń, szczególnie pod koniec książki, kiedy powrócił do doliny Hollow. Niemniej jednak pan Moore to bez wątpienia dżentelmen i od razu zyskał moją sympatię. Może to dlatego, że nasz fabrykant przypomina nieco Thorntona z Północ i Południe E.Gaskell, czułam niedosyt i chciałabym dowiedzieć się o nim jak najwięcej, pozbawiając go wszystkich sekretów i tajemnic.

Shirley mogę śmiało polecić każdemu, kto jest miłośnikiem XIX-wiecznej literatury lub szuka wytchnienia przy książce, gdzie życie toczy się w swoim powolnym rytmie, gdzie ludzie mają czas aby być ze sobą, a także z samym sobą, by w chwilach samotności oddać się refleksjom nad własnym życiem i tym co ich otacza.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu MG.

http://www.wydawnictwomg.pl/

20 komentarzy:

  1. Ta książka jeszcze przede mną, ale mam ją w planach. Cieszę się, że dobrze ją odebrałaś, myślę że i mnie przypadnie do gustu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię prozę sióstr, a tej pozycji jeszcze nie znam. Czuję, że to coś dla mnie :)
    Śliczna bluzka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, Shirley może nie jest tak dobra jak Jane Eyre, ale i tak miło i sprawnie mi się ją czytało. ;)

      Usuń
  3. Miałam takie same odczucia, gdy czytałam Shirley :) Mogłam odnaleźć się i jako Caroline, i jako Shirley, a do Roberta wzdychałam cały czas i bardzo żałowałam, że Charlotte pozbawiła nas jego przemyśleń i odczuć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mogłyśmy zajrzeć na moment nawet do tego co dzieje się w głowie Louisa, a Robert pozostał taki zagadkowy nieco... :D

      Usuń
  4. ja jeszcze nie czytałam żadnej książki Pani Bronte. muszę w końcu się za to wziąć!

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam książki wszystkich trzech pań Bronte. :)

      Usuń
  5. Oooo, dla tego Roberta jestem gotowa brać się za książkę od razu. Tyle tylko, że nie mam jej w swoich zbiorach... Ale może niedługo nadrobię te braki :)
    Śliczna bluzka! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to właśnie ten Robert zachęcił do przeczytania. :)
      Dzięki :*

      Usuń
  6. A mi w "Shirley" nie podobało się zakończenie. Jak na Bronte, było zdecydowanie zbyt słodkie :p Oczywiście trzymałam kciuki za bohaterów, ale spodziewałam się większych fajerwerków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy nie palnę jakiegoś głupstwa, ale obiło mi się o uszy, że końcówka jest napisana właśnie tak trochę "na szybko" bo Charlotte była akurat wtedy w żałobie.

      Usuń
    2. No i takie trochę sprawiała wrażenie :/

      Usuń
  7. Skoro przeczytałaś i Agnes, i Wichrowe, i Jane, jak ocenisz, czy styl jest podobny? Czy mogła to napisać ta sama osoba?

    To tak apropos tych teorii, że tak naprawdę wszystko pisała Charlotte, żeby siostrom zabezpieczyć byt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobny, ale nie na tyle, żebym w 100% mogła powiedzieć, że za wszystkimi książkami stoi Charlotte. :)

      Usuń
  8. Kiedy patrzę na opisy fabuły tego typu książek, jestem przerażona. Nie samym opisem, oczywiście! ;) Po prostu w porównaniu z większością dzisiejszej prozy ówczesne książki są tak rozbudowane i pogmatwane, że można pozazdrościć autorkom wyobraźni.

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesująca recenzja :)) Książkę chętnie bym przeczytała :)
    Fajnie tu u Ciebie! Będę wpadać częściej :) Zapraszam do siebie w wolnej chwilce :)
    Pozdrawiam Serdecznie :*:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna recenzja a książkę mam w planach :)
    Śliczna jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się, że zaczęto wydawać nie wydawane dotąd powieści XIX-wieczne, zwłaszcza siostrzane :D Chociaż muszę powiedzieć, że okładka akurat Shirley mi się nie podoba i był to jeden z powodów, dla których ograniczając miejsce na przepełnionym regale zdecydowałam się na ebuka ;) Uczucia względem powieści mieszane, ale czytanie sióstr to i tak zawsze taka przyjemność, że odpływam :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna recenzja. Nie mogę się doczekać kiedy w końcu sięgnę po tę powieść. :-)

    OdpowiedzUsuń