sobota, 27 września 2014

Charlotte Brontë - Niedokończone opowieści

Początek jesieni zdecydowanie upływa mi pod znakiem sióstr Brontë. Chyba nie ma lepszej pory roku na książkowe spacery pośród wrzosowisk albo wieczorne wylegiwanie się pod kołdrą z wiktoriańską powieścią w rękach. Nie tak dawno czytałam biografię Charlotte Brontë napisaną przez Elizabeth Gaskell, a teraz w moje ręce wpadło pierwsze polskie wydanie Niedokończonych opowieści. Gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu tej książki, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać.


Na Niedokończone opowieści składają się cztery urwane w pewnym momencie opowiadania. Pierwsze z nich pt. Ashworth, to historia, której głównym bohaterem jest ekstrawagancki młodzieniec z dobrego domu. Później obserwujemy go jako męża i ojca, śledzimy też jego karierę. Czy Ashworth dobrze sprawdzi się w roli głowy rodziny? Tego nie zdradzę. Powiem tylko, że na tle wszystkich opowiadań to akurat spodobało mi się najbardziej. Drugi utwór noszący tytuł Emma, przywodzi od razu na myśl Małą księżniczkę Frances Hodgson Burnett. Mamy tu podobnie jak we wspomnianej książce tajemniczą dziewczynkę oddaną do szkoły dla panien.
Kolejne opowiadanie, Państwo Moore mające w sobie nieco z satyry, ukazuje nam portret świeżo poślubionego małżeństwa. Zarówno pan jak i pani Moore mają ogniste charaktery, co czyni ich związek dość wybuchowym, pełnym sprzeczek oraz wzajemnych utyskiwań. Ostatni utwór, Historia Williego Ellina poświęcony jest dwóm braciom, gdzie starszy z nich znęca się nad młodszym. To opowiadanie z całej czwórki ma zdecydowanie najbardziej ponury klimat i chyba najmniej przypadło mi do gustu.


Nikt nie potrafi pisać tak jak Charlotte Brontë. Nikt inny nie umie tak celnie, czasem ledwie w paru słowach nadać postaci niepowtarzalnego charakteru. Kiedy czyta się Niedokończone opowieści, od pierwszych stron czuć melancholijny i subtelny nastrój, okraszony w niektórych momentach inteligentnym i bardzo wyważonym humorem. Ta książka po prostu broni się sama, a raczej broni ją nazwisko Brontë. Bo powiedzcie mi, czy Charlotte mogła napisać coś, co nie jest co najmniej dobre? Mnie ta lektura usatysfakcjonowała, pomimo tego, że wszystkie opowiadania są niedokończone. Wiecie dlaczego? Bo we współczesnym świecie nie ma już takich powieści, nie ma drugiej takiej Brontë, która za każdym razem, gdy otwieram jej książkę zabiera mnie gdzieś daleko na angielskie wrzosowiska. I dlatego każde napisane przez nią zdanie oraz każda jej myśl jest cenna, stanowi skarb jaki nam po sobie pozostawiła.

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG.

14 komentarzy:

  1. Koniecznie muszę kiedyś po coś sięgnąć autorstwa tej pani. Skoro tak ją zachwalasz, to coś w niej musi być takiego... niepowtarzalnego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, naprawdę warto. Na dobry początek polecam "Jane Eyre". :)

      Usuń
  2. Bardzo chcę przeczytać! I równie mocno żałuję, że odkąd zaczęłam pracować, nie mam czasu na czytanie :( Właśnie jesień to idealna pora na zaszycie się pod kocem z gorącą herbatą, muzyką z najnowszej Jane Eyre i powieścią / biografią sióstr Bronte :) A tu tymczasem trzeba zrywać się o 5 rano i iść do roboty :/
    Lista książek do przeczytania tyje, a czasu mało... ale i tak kiedyś przeczytam Niedokończone, dla Charlotte warto nawet zarwać kilka nocy :)

    Ładne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no tak to jest... W pewnym sensie Cię rozumiem, bo też pracowałam niemal cały wrzesień i musiałam wstawać co prawda nie o piątej, lecz o szóstej rano. :D A tę książkę czytałam naprzemiennie z biografią Chalotte, dosłownie w każdej wolnej chwili. :P

      Usuń
  3. Aj coś czuję, że jak tylko dostanę wypłatę pobiegnę do księgarni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli uwielbiasz siostry Bronte to na pewno tego nie pożałujesz. :D

      Usuń
  4. Bardzo podobają mi się zdjęcia, które zrobiłaś! :) Opowiadanie też zapowiadają się bardzo interesująco, a swoją drogą to one zostały niedokończone specjalnie, czy to był przypadek? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :) Hmm... ciężko powiedzieć, czy Charlotte nie skończyła tych opowiadań, bo uznała, że nie nadają się do publikacji, czy po prostu nie starczyło jej czasu... To pozostaje (przynajmniej dla mnie) w sferze domysłów.

      Usuń
  5. Nie lubię opowiadań, ale dla Bronte mogę zrobić wyjątek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oo, a mój egzemplarz biografii pióra Gaskell leży przede mną , zostało jeszcze jakieś 70 stron, czytam już prawie okrągły miesiąc, nie mam pojęcia czemu tak długo, "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" Ostrowskiego czytało mi się jak powieść, "Życie..." jest zbyt rozwlekłe, jednostajne i... usypiające, a poza tym - nie porusza najbardziej ciekawiących mnie kwestii. ;)
    W "Niedokończonych opowieściach" najbardziej ciekawi mnie opowiadanie "Historia Williego Ellina" - ciekawa jestem co by z niego było gdyby Charlotte je skończyła, pewnie byłoby z tego coś na miarę Wichrowych Wzgórz, które są moją najukochańszą książką na świecie. Cóż, można jedynie snuć domysły...
    Tak więc nie mogę doczekać się lektury tego zbiorku opowiadań, mam nadzieję, że pozostawi na mnie on tak miłe wrażenie, jak na Tobie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mogę się podpisać pod prawie wszystkim, co tu napisałaś: po pierwsze, jesienią najlepiej czyta się Bronte i to jest niepodważalny fakt. Po drugie opowiadanie "Emma" mnie również od razu skojarzyło się z "Małą księżniczką", a po trzecie nikt nie pisze tak jak pisała Charlotte!

    OdpowiedzUsuń
  8. E.Gaskell czytałam "Żony i córki" - a książkę o rodzeństwie Bronte z ponurą
    a klimatyczną okładką "świat książki" - niestety nie pamiętam autorstwa -
    bo książkę pożyczyłam i dotąd do mnie niestety nie powróciła - znakiem tego -
    ja muszę wrócić do ex libris'ów, ha!

    OdpowiedzUsuń