wtorek, 9 grudnia 2014

Elizabeth Gaskell - Panie z Cranford

Może zabrzmi to zabawnie, ale Elizabeth Gaskell poznałam dzięki BBC. A konkretniej za sprawą serialu Północ i Południe, którego wielką miłośniczką jestem do dziś. Po wspaniałej lekturze książkowej wersji powyższej historii oraz zapoznaniu się z jeszcze dwoma innymi dziełami Gaskell (Ruth, Życie Charlotte Brontë) przyszła kolej na Panie z Cranford, które planowałam przeczytać już od dłuższego czasu. Nie wiem czy pamiętacie - parę miesięcy temu pisałam o znakomitym serialu, nakręconym na podstawie tej powieści, który (podobnie jak było w przypadku Północy i Południa) tylko spotęgował moją chęć do sięgnięcia po pierwowzór. Ekranizacją byłam zachwycona, więc wobec książki też miałam spore oczekiwania. A pani Gaskell po raz kolejny mnie nie zawiodła.
  
A więc przede wszystkim Cranford jest we władaniu Amazonek; 
kobiety rządzą we wszystkich domach o nieco wyższym czynszu.*


Panie z Cranford to liczący sobie około dwustu stron swoisty zbiór scenek rodzajowych z życia kobiet zamieszkujących fikcyjne miasteczko w XIX-wiecznej Anglii. Jedną z naszych głównych bohaterek jest niemłoda już panna Mattie Jenkyns, żyjąca skromnie, lecz elegancko wraz ze swą siostrą Deborą. Panny Jenkyns - córki niegdysiejszego pastora, różnią się od siebie usposobieniem. Matylda jest dobroduszna i nieco naiwna, a Deborę można uznać za wcielenie poprawności i surowej dyscypliny. Kolejne panie, które poznajemy w miarę dalszej wędrówki po Cranford to zadziorna plotkara (aczkolwiek urocza) panna Pole, snobistyczna pani Jamieson, przezabawna pani Forrester oraz Mary Smith, która jest jednocześnie narratorką powieści. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że wszystkie postacie są bardzo charakterne i zostają w pamięci przez długi czas.

Elizabeth Gaskell

Zapewne wiele osób znających dzieła Elizabeth Gaskell zgodzi się ze mną co to tego, że tuż obok Jane Austen i sióstr Brontë jest ona mistrzynią w przenoszeniu współczesnego czytelnika w XIX wiek - mam tu na myśli XIX wiek widziany okiem kobiety. Dzięki pani Gaskell znów mogłam przeżyć wspaniałą podróż w czasie i zagościć w niezwykłym miejscu - tym razem w Cranford, gdzie radość przeplata się z gorzkim smutkiem. Bo żeby nie było tak cukierkowo, nasi bohaterowie przeżywają także trudne chwile - śmierć najbliższych, gorycz dawnych wspomnień, czy problemy natury finansowej. Jednak piękne jest to, że cokolwiek by się nie działo, panie z Cranford potrafią się wzajemnie wspierać i tworzą zgrany babski klan.


Gaskell jak mało kto potrafi z humorem i w ciekawy sposób opowiadać o prozie życia w XIX wieku, które toczyło się w swoim powolnym rytmie. A w przypadku tej powieści - dwa razy bardziej powolnym, bo kranfordzkim paniom nie w smak są wszelkie nadchodzące zmiany. Nasze bohaterki żyją we własnym świecie, gdzie największą wartość ma tradycja i to co było na porządku dziennym w czasach ich młodości. Panie z Cranford to książka o kobietach dla kobiet - nieco nostalgiczna, wzruszająca, pełna ciepła i nadziei na lepsze jutro. Wszystkie te spotkania przy herbatce, drobne sprawunki, czy małe wielkie sensacje są tak urocze, czasem nawet rozczulające, że nie sposób nie pokochać Cranford i jego mieszkańców. A jeśli tak jak ja, po prostu uwielbiacie klasykę angielskiej literatury, gwarantuję Wam, że ta książka będzie idealną lekturą na zimowe dni i na pewno wrócicie do niej jeszcze wiele razy. 

*Elizabeth Gaskell, Panie z Cranford (s.5), przeł. Aldona Szpakowska, wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2014
Za miłą lekturę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

12 komentarzy:

  1. Myślę, że jak wpadnie w ręce to się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle o niej słyszałam, a jeszcze nieprzeczytana! Ale za to nadal na mojej liście, i to dość wysoko. Może rozjaśni mi trochę mroki stycznia/lutego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie! :) Panie z Cranford są idealne właśnie na zimę, bo to książka z gatunku tych, które najlepiej czyta się pod kocem z kubkiem herbaty. :)

      Usuń
  3. Ksiąźka zdecydowanie nie dla mnie (o czym już chyba nie muszę mówić) :D Za to mam nadzieję, że w końcu uda mi się przeczytać "Północ i południe", bo tego jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rzeczywiście znam już trochę Twój gust książkowy i nie czuję się zdziwiona. :D Ale "Północ i południe" przeczytaj, naprawdę warto! :)

      Usuń
  4. Oj, przeczytałabym! Niedawno kupiłam "Północ i południe" z tej serii a na urodziny zażyczyłam sobie "Żony i córki" (już się doczekać nie mogę!), więc myślę, że i na tą przyjdzie kolej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Żony i córki" wczoraj zaczęłam czytać. :) Ogólnie planuję zdobyć wszystkie książki Gaskell, które wydano w Polsce. :)

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że będzie mi dane poznać tę historię, zwłaszcza, że jest tak pięknie wydana (Świat Książki powinien dostać jakąś nagrodę za ten Angielski ogród, bo ich książki wyglądają obłędnie doskonale!) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już dawno nie widziałam takich pięknych, romantycznych i niekiczowatych okładek. <3

      Usuń
  6. Już od jakiegoś czasu mam zamiar przeczytać jakąś powieść tej autorki. Póki co udało mi się tylko przeczytać jedno jej opowiadanie - "Szara dama" i bardzo mnie ono zachęciło do poznania całej jej twórczości ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie skończyłam czytać Panie z Cranford, które były pierwszą powieścią Elizabeth Gaskell, po którę sięgnęłam ;)
    Książka wywołuje tyle różnych emocji. Zawarcie tego wszystkiego na 200 stronach wydaje się niemożliwe. A wątek z krową powalił mnie na kolana!
    Zapraszam na świeżą recenzję Pań z Cranford na moim (dopiero kiełkującym) www.filolog-niedoskonaly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń