piątek, 20 lutego 2015

Lalka, czyli XIX-wieczne salony (i nie tylko) po polsku

Któż z nas nie zna Lalki Prusa? Zmora wielu licealistów, opasłe tomisko, dla niektórych kojarzące się jedynie z przygotowaniami do matury. Pamiętam jak dziś ten dzień, kiedy przytaszczyłam do domu trzy rozlatujące się tomy z Izabelą i Wokulskim na okładkach. Jeśli mam być szczera, nie spodziewałam się po Lalce niczego nadzwyczajnego, co prawda byłam już w fazie głębszej fascynacji Jane Austen i "dawnymi czasami", ale no wiecie... lektura szkolna - wątpiłam, by mogła mi się jakoś specjalnie spodobać. Postanowiłam jednak dać szansę Prusowi i nie iść na łatwiznę czytając samo streszczenie. I tak przepadłam zupełnie na kilka dni, nie dłużej niż tydzień - bo tyle, o ile dobrze pamiętam, zajęło mi przeczytanie Lalki. 


Ciężko jest recenzować dzieło, które znają wszyscy. Bo co jeszcze można odkrywczego napisać o książce, o której powiedziano już chyba wszystko? Tak monumentalna powieść jaką jest Lalka, jednych nudzi, drugich z miejsca oczarowuje.

Bogata charakterystyka polskiego społeczeństwa w XIX wieku, ciekawie poprowadzony wątek miłosny czy elementy psychologiczne - to jest to, za co większość z nas lubi Lalkę. Osobiście za jeden z największych plusów tej powieści uważam doskonałe opisy przeżyć wewnętrznych głównego bohatera. Wokulskiego można zwyczajnie nie lubić, zarzucać mu niezdecydowanie, naiwność i w końcu głupotę. Można w ogóle nie rozumieć jego postępowania, bo nawet sam Stach do końca siebie nie rozumie. Ale chyba nikt nie powie, że Wokulski jest nieciekawą postacią. Jakby się głębiej zastanowić, to taka XIX-wieczna, kolokwialnie mówiąc "bardziej ogarnięta życiowo" wersja Wertera - bo choć jest romantykiem, siedzą w nim również pozytywistyczne ideały. […] Stopiło się w nim dwóch ludzi: romantyk sprzed roku sześćdziesiątego i pozytywista z siedemdziesiątego. To, co dla patrzących jest sprzeczne, w nim samym jest najzupełniej konsekwentne. […] .*

Większość współczesnych czytelników Lalki nie cierpi Izabeli Łęckiej - bo jest tą złą, okrutną kobietą, przez którą biedny Stach cierpi. Wszyscy jej nienawidzimy, tylko jeden głupi Wokulski jest w niej beznadziejnie zakochany. Ale jeśli spojrzymy na nią z nieco innej perspektywy, nie możemy całkowicie obwiniać jej za to, że była jaka była. Izabela całą swą młodość spędziła chowana pod kloszem, miała wszystko, czego tylko zapragnęła. Została wychowana na damę, a jeśli wiemy, co oznaczało to słowo w XIX wieku, zapewne domyślamy się, że jej głównym życiowym zadaniem było pięknie wyglądać, być uroczą, dystyngowaną i niewiele poza tym. Należała do arystokracji, czyli chyba najbardziej zdegradowanej moralnie warstwy społecznej, przesiąkniętej materializmem i hipokryzją. Nie chcę bynajmniej usprawiedliwiać Łęckiej, tylko spojrzeć na nią bardziej obiektywnie. Tak swoją drogą, czasem zastanawiam się co by było, gdyby Izabela nie była arystokratką, tylko na przykład córką bogatego kupca, a to Wokulski miał tytuł i "odpowiednie" pochodzenie? No cóż, wtedy na pewno nie byliby tym kim byli, ale też mogłoby być ciekawie.

Jedną z najsympatyczniejszych postaci w Lalce jest bez wątpienia autor Pamiętników Starego Subiekta, czyli pan Rzecki, należący do pokolenia romantyków. Temu poczciwemu dżentelmenowi ciężko się odnaleźć w nowej, dążącej do zmian rzeczywistości. Rzecki to taki człowiek, który żyje przeszłością, od lat chodzi w tych samym surducie, wszystkie kobiety traktuje z największą kurtuazją i najchętniej cofnąłby się w czasie do epoki napoleońskiej. Prus wykreował naprawdę udaną postać, która mimo swej naiwności i przesadnego sentymentalizmu bardziej bawi niż denerwuje.

Lalka to była moja pierwsza i ostatnia lektura szkolna, którą czytałam z tak wielkim zainteresowaniem. Powieść ta dostarczyła mi naprawdę wiele emocji - i nawet nie chodzi o sam wątek miłosny, który jest główna osią fabuły. Po prostu, ta książka dzięki bogactwie opisów jest jak podróż w czasie. Historia Wokulskiego może się jednym podobać, drugim nie, ale z pewnością nikt nie zaprzeczy, że Lalka jest powieścią wyjątkową, którą śmiało można nazwać jedną z największych pereł polskiej literatury.

*Prus B., Lalka, Wydawnictwo MG, Kraków 2015, str. 186
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG.

11 komentarzy:

  1. O, Lalka :) To też jedna z moich ulubionych lektur szkolnych - Prus to klasa sama w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Lalka podoba się zdecydowanej większości miłośników XIX wieku. :D

      Usuń
  2. Ja też niczego szczególnego nie spodziewałam się po Lalce. Ot, kolejna zwykła lektura i to jeszcze taka długa, z pewnością nudna... A tu takie miłe zaskoczenie! :) Oczarowała mnie - tak jak piszesz :) Bardzo mnie wciągnęła historia Wokulskiego, między innymi właśnie dzięki opisom przeżyć wewnętrznych. To zdecydowanie najlepsza lektura szkolna :) Myślę, że kiedyś do niej wrócę.
    P.S. Bardzo ładne masz wydanie powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, bo to było bardzo niespotykane (przynajmniej w moim przypadku), by lekturę szkolną przeczytać jednym tchem. :D Zawsze miałam jakieś inne, ciekawsze książki pod ręką, więc zazwyczaj do większości typowo szkolnej literatury podchodziłam jak pies do jeża. :)

      Usuń
  3. Klasyka :). Chociaż ja musiałam do niej dorosnąć i dopiero po dwudziestce po nią sięgnęłam (aby się nie uczyć do sesji :P).

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam "Lalkę"! Czytałam ją długo przed liceum, bo jeszcze w podstawówce i od razu się w niej zakochałam. Wcześniej czytałam jeszcze "Emancypantki", ale zdecydowanie nie były tak dobre, jak "Lalka" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, ja w podstawówce nawet nie jestem pewna, czy wiedziałam o istnieniu "Lalki". :D

      Usuń
  5. Czytałam ją w liceum, ale muszę do niej wrócić!

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie problem z Lalka jest taki, że ja nie wątpię w jej wyjątkowość, ale szkolne czasy i wałkowanie w kółko tych samych problemów skutecznie mnie od tej powieści odstraszyło. Nigdy nie sięgnęłam po ten tytuł, nawet fragmentu nie przeczytałam... Ale z polskiego piątka była :P

    OdpowiedzUsuń
  7. O, "Lalka" to jedna z moich ulubionych szkolnych lektur. Dodam, że omawianie jej na polskim było dość... traumatyzujące dla całej klasy, ale ja na szczęście miałam tak, że jeśli już książka mi się spodobała, to żadne wypytywanie o kolor trzewików prezesowej Zasławskiej nie było w stanie mojej sympatii umniejszyć :D.
    I nie wiedzieć czemu, nie umiem nienawidzić Izabeli Łęckiej - taką Jagnę z "Chłopów", lipiecką, pożal się borze, femme fatale miałam ochotę udusić, ilekroć pojawiała się na kartach powieści, a o Łęckiej to nawet chętnie więcej bym poczytała :D.

    OdpowiedzUsuń